"Mam niejakie wrażenie, że Platforma Obywatelska powoli staje się takim właśnie lokalem - jeszcze rok temu szczytem marzeń było się tam dostać, door selection był ostry jak brzytwa, tłok niemożebny, najlepsze dziewczyny, wysmakowana muza i super drinki. No po prostu - najlepszy adres w mieście. Ale dziś coś się zaczyna psuć - niby ten sam klub, ale mniej ludzi, coraz więcej podejrzanych typów, tancerki lekko grubawe i bez poczucia rytmu, drinki oszukiwane, muzyka z zeszłego sezonu" - pisze na swoim blogu w Onet.pl Marek Migalski.

Eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości, a niegdyś politolog na Uniwersytecie Śląskim nie oszczędza Platformy i premiera. Trzeba jednak przyznać, że uderza dużo finezyjniej niż robi to zdecydowana większość polskich polityków.

Migalski dalej w poetyce clubbingowej opisuje partię Donalda Tuska. "Co więcej - obsługa zeszła na psy! Właściciel lokalu nudzi swoim przymilaniem się do gości, dosiadaniem się do stolików i udawaniem sympatycznego kolesia. DJ wciąż puszcza te same kawałki i zdarza mu się pięć razy zagrać tę samą szmirę. Ochroniarze, którzy byli mili i profesjonalni, potrafią obić po gębie i okraść z drobnych. Barman - zabawiający kiedyś gości żonglowaniem butelkami - rozpił się i rozbija szkło na głowach klientów. Część kelnerów okazała się ćpunami, część to <chłopaki z miasta> a jeszcze inna część to zwykłe lenie" - pisze Miglaski na blogu.

Polityk przewiduje, nie pierwszy zresztą raz, że już wkrótce wysokie notowania PO spadną na łeb, na szyję.

"Lokal jeszcze pełny, ale klienci znudzeni, rozglądają się za jakąś alternatywną knajpą, gdzie nie będą popychani, obsługa będzie uczciwa i sympatyczna, a pomiędzy reklamą w necie a realem nie będzie takie rozdźwięku, jak tutaj. No i gdzie nie będzie tak cholernie nudno!" - prorokuje Marek Migalski.