Posiedzenie komisji rozpoczęła "swobodna wypowiedź" wezwanej jako świadek jej byłej członkini, posłanki PiS Beaty Kempy.

"Oświadczam, że nie znam Rysia, ani Mira, ani Zbycha, ani Grzesia, osobiście ani towarzysko. (...) Nikomu nie obiecywałam, że na 90 proc. coś załatwię. Nie ustalałam, jak ma wyglądać jakakolwiek ustawa na cmentarzu, na CPN-ie. (...) Nie spędzałam również żadnego sylwestra w spa, a żaden Rysio nie finansował mojej kampanii wyborczej" - mówiła Kempa.

Dodała, że została wezwana przed komisję w charakterze świadka tylko dlatego, że jest z opozycji. Posłowie pytali ją między innymi o to, dlaczego wchodząc do komisji nie poinformowała, że sama zgłaszała uwagi do projektu nowelizacji ustawy o grach i zakładach wzajemnych.

Ale w prawdziwych śledczych posłowie zmienili się, gdy szef komisji Mirosław Sekuła z PO zaczął dociekać, jakie właściwie wykształcenie ma poseł Kempa.


Zaczęło się od pytania o to, czy skoro jako wiceminister sprawiedliwości odpowiadała za nadzór nad prokuraturą, sama ma uprawnienia prokuratorskie. Gdy posłanka PiS odparła, że nie, przewodniczący zaczął dopytywać się, czy w ogóle skończyła jakąś aplikację, Beata Kempa niechętnie przyznała, że także nie.

Od tej pory temat wykształcenia poseł Kempy zdominował dyskusję. Poseł Jarosław Urbaniak (także z PO) dopytywał, jaki właściwie kierunek skończyła polityk PiS i wymieniał strony internetowe, na których przedstawia się ona jako prawnik.

Tylko przedstawiciel Lewicy Bartosz Arłukowicz wziął koleżankę z opozycji w obronę. "Szkoda że pan przewodniczący nie wykazywał takiej determinacji w kwestii wykształcenia naszego eksperta". I wypomniał, że przedstawiał Waldemara Gontarskiego - byłego już eksperta komisji - jako prawnika z dużym doświadczeniem, choć ten jest dopiero kilka lat po studiach.