Dotrzymał słowa. Podczas pierwszego posiedzenia o rządzie prezydent nie mówił nic. Ograniczył się do wskazywania problemów, z którymi gabinet Donalda Tuska będzie musiał się zmierzyć. - W ciągu trzech lat nasz dług publiczny wzrośnie o ponad 200 mld złotych, a w tym samym czasie nasza gospodarka wzrosła o 8 proc. I nawet wysoki udział wydatków sztywnych nie tłumaczy takiego przyrostu długu - mówił. I dorzucał kolejne zadania: reforma ubezpieczeń społecznych, prywatyzacja, rozwój infrastruktury oraz miejsce Polski w UE Nad tymi sprawami ma się pochylić Narodowa Rada Rozwoju.

Czterdziestu czterech ekonomistów, socjologów, samorządowców, związkowców i przedsiębiorców ma doradzać Lechowi Kaczyńskiemu w sprawie najpoważniejszych problemów Polski. - Są osoby o przekonaniach liberalnych, etatystycznych, są osoby z doświadczeniem politycznym. Nikt z zaproszonych mi nie odmówił - cieszył się Lech Kaczyński wręczając nominacje. Choć kilka osób nie pojawiło się na inauguracyjnym posiedzeniu, w tym szefowa Lewiatana Henryka Bochniarz czy były minister finansów Mirosław Gronicki.

Chciałbym, żeby Rada zajmowała się przede wszystkim tym, co się zdarzy lub może się zdarzyć w Polsce, co daje jej szanse w ciągu najbliższych 20 lat - zapowiadał prezydent. To ma być gwarancję nieangażowania się w bieżący spór polityczny.

Pierwsze spotkanie poświęcone było zmianom demograficznym i ich konsekwencjom dla ubezpieczeń społecznych. Następne zaplanowano na 25 lutego. Członkowie rady mają rozmawiać o sytuacji finansów publicznych.