Kempa i Wassermann wracają do komisji hazardowej, bo tak zdecydował Sejm. I o ile w dzisiejszym głosowaniu nad powrotem Kempy, posłowie byli raczej "za", to w przypadku Wassermanna byli podzieleni (Wassermann "przeszedł" głosami 230 posłów). Platforma nie jest tym faktem zachwycona, bo w sukcesie PiS i SLD pomógł koalicyjny PSL. Posłowie partii wicepremiera Waldemara Pawlaka nie głosowali jak koledzy z PO.

W ten sposób, do kosza wyrzucono ekspertyzę sejmowych prawników, którzy stwierdzili, że Kempa i Wassermann nie mogą wrócić do komisji, bo zostali wezwani na przesłuchanie przed oblicze jej członków. W efekcie doszło do kuriozalnej sytuacji, w której trzech posłów PO przesłuchiwało posła opozycji w sprawie afery kojarzonej z PO.

Według posłów PO, Kempa i Wassermann, zgłaszając w 2007 r. jako przedstawiciele ówczesnego rządu uwagi do projektu zmian w tzw. ustawie hazardowej, brali czynny udział w procesie legislacyjnym. W związku z tym, nie są oni bezstronni w sprawie, którą bada komisja i nie powinni zasiadać w niej - uważa PO. W ocenie Platformy, zarówno Kempa, jak i Wassermann proponowali zmiany merytoryczne w ustawie hazardowej. Platforma uważa, że nie ustały przesłanki, które legły u podstaw wykluczenia Kempy i Wassermanna z komisji śledczej.

Natomiast przedstawiciele PiS uważają, że nie ma żadnych podstaw do tego, by ta dwójka posłów nie zasiadała w hazardowej komisji śledczej, ponieważ zgłaszając uwagi do projektu nowelizacji ustawy hazardowej wykonywali wyłącznie obowiązki wypływające z funkcji, jakie wtedy pełnili.