Gilowska: Nie jestem żadną tajną bronią
"W 2004 roku pewien znajomy ujawnił mi, że zaproszenie mnie na Platformę miało na celu wykorzystanie mnie jako tarana. Spojrzałam na niego i pomyślałam: chyba ze mnie kpi. Taran z moimi gabarytami?" - mówi Zyta Gilowska w wywiadzie dla "Dziennika Gazety Prawnej".
- Gilowska: Rząd może powiedzieć "a kuku!"
- Doradca Kwaśniewskiego u boku Kaczyńskiego
- Wraca Gilowska. Na ratunek Kaczyńskiemu
- Platforma chce Zytę Gilowską
- Gilowska nie będzie doradzać prezydentowi
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Sobota 2012-05-26

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
PAULINA NOWOSIELSKA: Weszła pani do powołanej przez prezydenta Narodowej Rady Rozwoju. Czy to już ten moment, w którym Lech Kaczyński postanowił odpalić swoją tajną broń -
Zytę Gilowską?
ZYTA GILOWSKA*: (Śmiech) To media wymyśliły tę nazwę i całe to odpalanie. Ja wszystkiego dowiadywałam się z zewnątrz. Nikt do mnie nie wydzwaniał i nie układaliśmy tajnych planów.
Swoją drogą, człowiek czasem ciekawych rzeczy dowiaduje się o sobie z mediów!
Nie powiedziała pani jeszcze, jak czuje się w roli tajnej broni.
A jak powinnam się czuć? Nie jestem żadną tajną bronią. W 2004 r. pewien znajomy ujawnił mi, że zaproszenie mnie na Platformę miało na celu wykorzystanie mnie jako tarana. Spojrzałam na
niego i pomyślałam: chyba ze mnie kpi. Taran z moimi gabarytami?
Tyle że nie o wymiary rzecz się rozchodzi. Pani siła ma polegać na przyciągnięciu do prezydenta wyborców PO.
Gdybym tylko miała taką moc, to natychmiast bym z niej skorzystała. Prezydent Kaczyński jest osobą ze wszech miar godną poparcia. To człowiek doświadczony, rzetelny i uczciwy. A ja wiem, że
Platformę popierało mnóstwo ludzi, którzy wysoko cenią sobie te cechy. Jednak proszę mnie nie przeceniać. Niespecjalnie wierzę w swoją moc przyciągania.
Otoczenie prezydenta akcentuje, że Narodowa Rada Rozwoju ma być ciałem całkowicie apolitycznym. Szczerze: wierzy pani w apolitycznych doradców?
Oczywiście. Powoływanie takiej rady w kontekście jakichkolwiek wydarzeń politycznych byłoby bezcelowe. Prezydent w zeszłym roku zwoływał liczne narady z bankowcami, ekonomistami, byłymi
ministrami finansów. Doszedł zapewne do wniosku, że podobne spotkania powinny mieć solidniejszą podstawę. Percepcja tej rady przez pryzmat interesów partyjnych jest nielogiczna. Bo w gronie
zaproszonych znalazły się osoby, które z pewnością nie popierają prezydenta Lecha Kaczyńskiego i nie zamierzają opowiadać się po jego stronie. Także w kontekście zbliżającej się
batalii prezydenckiej.
>>>Czytaj dalej>>>





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!