Do tej pory władze klubu PO dystansowały się od wszelkich pomysłów posłów Platformy związanych z parytetami i nie chciały firmować żadnego projektu. Sytuacja się jednak zmieniła: w zeszłym tygodniu zapadła decyzja, by przygotować projekt i jednocześnie rozpocząć dyskusję z przedstawicielkami Kongresu Kobiet i innymi klubami w parlamencie. "Adresujemy tę propozycję do innych ugrupowań, zachęcamy, by wzięły przykład z PO. Dotyczy to zwłaszcza SLD, które przoduje w szermowaniu takimi hasłami" - mówi wiceszef klubu PO Grzegorz Dolniak.

Parytet dla kobiet i mężczyzn

Podstawą propozycji PO jest projekt autorstwa posłanki Agnieszki Kozłowskiej-Rajewicz. Zgodnie z nim parytet dotyczy układania list wyborczych w wyborach parlamentarnych samorządowych i do parlamentu Europejskiego. Projekt przewiduje, że władze opartii musiałaby umieszczać na listach wyborczych co najmniej 30 procent kobiet i co najmniej 30 procent mężczyzn. "Parytet służy polityce równościowej, a nie zabezpieczaniu interesów tylko jednej płci" - tłumaczy autorka projektu Agnieszka Kozłowska-Rajewicz.

Posłanka przeanalizowała udział kobiet na listach wyborczych w ostatnich wyborach parlamentarnych. Okazało się, że wyniósł on niespełna 20 procent. Najniższy wynik miał w PSL - 17 proc., a najwyższy LiD - 22 proc.

Kozłowska-Rajewicz ma nadzieję, że wprowadzenie parytetu na listach wyborczych spowodowałoby większe zapotrzebowanie na kobiety w polityce.

A jednocześnie nie byłoby rewolucji, gdyż nie zaburzyłoby mechanizmów polityki, a partie nie musiałby w sposób szukać kandydatek na siłę. "Nasz pomysł wychodzi naprzeciw postulatom Kongresu Kobiet, ale nie ignoruje politycznych realiów, jak w przypadku parytetu 50-procentowego. Ten pomysł to polityczna fikcja, bo ustawa wywołując wojnę płci nie ma szans przejść przez Sejm" - mówi posłanka PO.

Wewnętrzna opozycja

Ale mimo poparcia władz klubu, pomysł przygotowania ustawy o parytetach ma wewnątrz Platformy Obywatelskiej gorących przeciwników. "Będę zwalczał ten pomysł jako szkodliwy przejaw koniunkturalnego umizgiwania się do elektoratu liberalno-lewicowego. Tak jak budowaliśmy Orliki, tak powinniśmy budować przedszkola, by kobiety mogły łaczyć pracę zawodową z życiem rodzinnym" - mówi Jarosław Gowin, lider konserwatywnego skrzydła w Platformie. Poseł twierdzi, że projekt ustawy parytetowej nie ma poparcia większości posłów klubu. Prawdopodobnie już w lutym Sejm zajmie się tymczasem projektem przygotowanym przez Kongres Kobiet. W grudniu obywatelski projekt ustawy o parytetach z ponad 150 tys. podpisów trafił do marszałka Sejmu. Przewiduje on, że na listach wyborczych dla kobiet zarezerwowana byłaby połowa miejsc.

Politycy PO chcą, by oba projekty były rozpatrywane razem. Zapowiadają, że ich własny będzie wkrótce gotowy. Co na to Kongres Kobiet? "To głupkowaty pomysł, bo jeśli nasza ustawa nie zostanie odrzucona w pierwszym czytaniu i przejdzie do dalszych prac w komisjach, wówczas nic nie stoi na przeszkodzie, by kwoty zmienić. Ale rozumiem, że dla posłów jest bardzo ważne, by przejąć inicjatywę w sprawie parytetów" - komentuje plany PO prof. Magdalen Środa, jedna z promotorek ustawy o parytetach.