Łodzianie zdecydowali, co z Kropiwnickim
Jerzy Kropiwnicki leży w szpitalu, tymczasem łodzianie zdecydowali o jego być albo nie być na stanowisku prezydenta miasta. By referendum było ważne, do urn musiało pójść co najmniej 19 procent uprawnionych. Organizatorzy głosowania już się cieszą.
- Wolne w Trzech Króli? Kluby popierają PO
- Prezydent postawił na swoim. Dał dziś wolne
- Prezydent popłakał się i trafił do szpitala
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Sobota 2012-05-26

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Aby wyniki referendum były wiążące, musiało w nim wziąć udział co najmniej 115 443 łodzian spośród ponad 610 tys. uprawnionych do głosowania. Wstępne wyniki mają być znane najwcześniej ok. północy.
Tymczasem w sztabie SLD, inicjatora referendum, radość zapanowała jeszcze dwie godziny przed zamknięciem lokali wyborczych. Już o godzinie 18 frekwencja miała bowiem przekroczyć 19 procent. Także politycy PO, bazując na informacjach od mężów zaufania, twierdzą, że głosowanie będzie ważne - podaje gazeta.pl.
W 396 lokalach wyborczych na kartach do głosowania wydrukowane było jedno pytanie: "Czy Pan/Pani jest za odwołaniem Jerzego Kropiwnickiego z funkcji prezydenta Łodzi?". Wyborcy, stawiając krzyżyk w odpowiedniej kratce, mogli wybrać jedną z dwóch możliwych odpowiedzi: "Tak" lub "Nie".
Jarosław Gwis z zespołu prasowego łódzkiej policji poinformował PAP, że podczas referendum doszło do "trzech incydentów wyborczych".
Przed południem skontaktował się z policją dyrektor delegatury Urzędu Miasta Łodzi Łódź-Polesie, który na jednym z portali internetowych przeczytał informacje dotyczące referendum. Odebrał je jako naruszenie ciszy wyborczej. Wyjaśnieniem sprawy zajmują się policjanci z IV komisariatu w Łodzi.
Z kolei przy ul. Limanowskiego trzech mężczyzn w wieku ok. 50 lat rozwieszało informacje z błędnym adresem lokalu wyborczego. Zobaczył to przypadkowy przechodzień, który poinformował o zdarzeniu policję. W tym czasie mężczyźni uciekli. Teraz są poszukiwani przez policję.
Do trzeciego incydentu doszło w lokalu wyborczym przy ul. Próchnika 42, gdzie nietrzeźwy mężczyzna chciał zagłosować okazując dokument tożsamości jednego z członków rodziny. Grozi mu za to kara do 2 lat więzienia.
"Trwa ustalanie tożsamości tego mężczyzny, gdyż członkowie komisji nie spisali jego danych. Wyprosili go z lokalu, a teraz trzeba go znaleźć" - powiedział Gwis.
czytaj dalej





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!