Dziennik.plPolityka

Sobota, 26 maja 2012

Imieniny: Filipa, Pauliny, Eweliny

Łodzianie zdecydowali, co z Kropiwnickim

2010-01-17 | Ostatnia aktualizacja: 21:20 | Komentarze: 0 | skomentuj

Jerzy Kropiwnicki leży w szpitalu, tymczasem łodzianie zdecydowali o jego być albo nie być na stanowisku prezydenta miasta. By referendum było ważne, do urn musiało pójść co najmniej 19 procent uprawnionych. Organizatorzy głosowania już się cieszą.

Pogoda

POLSKA

Sobota 2012-05-26

temp. min 3°C max. 24°C
opady: śladowe opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Aby wyniki referendum były wiążące, musiało w nim wziąć udział co najmniej 115 443 łodzian spośród ponad 610 tys. uprawnionych do głosowania. Wstępne wyniki mają być znane najwcześniej ok. północy.

Tymczasem w sztabie SLD, inicjatora referendum, radość zapanowała jeszcze dwie godziny przed zamknięciem lokali wyborczych. Już o godzinie 18 frekwencja miała bowiem przekroczyć 19 procent. Także politycy PO, bazując na informacjach od mężów zaufania, twierdzą, że głosowanie będzie ważne - podaje gazeta.pl.

W 396 lokalach wyborczych na kartach do głosowania wydrukowane było jedno pytanie: "Czy Pan/Pani jest za odwołaniem Jerzego Kropiwnickiego z funkcji prezydenta Łodzi?". Wyborcy, stawiając krzyżyk w odpowiedniej kratce, mogli wybrać jedną z dwóch możliwych odpowiedzi: "Tak" lub "Nie".

Jarosław Gwis z zespołu prasowego łódzkiej policji poinformował PAP, że podczas referendum doszło do "trzech incydentów wyborczych".

Przed południem skontaktował się z policją dyrektor delegatury Urzędu Miasta Łodzi Łódź-Polesie, który na jednym z portali internetowych przeczytał informacje dotyczące referendum. Odebrał je jako naruszenie ciszy wyborczej. Wyjaśnieniem sprawy zajmują się policjanci z IV komisariatu w Łodzi.

Z kolei przy ul. Limanowskiego trzech mężczyzn w wieku ok. 50 lat rozwieszało informacje z błędnym adresem lokalu wyborczego. Zobaczył to przypadkowy przechodzień, który poinformował o zdarzeniu policję. W tym czasie mężczyźni uciekli. Teraz są poszukiwani przez policję.

Do trzeciego incydentu doszło w lokalu wyborczym przy ul. Próchnika 42, gdzie nietrzeźwy mężczyzna chciał zagłosować okazując dokument tożsamości jednego z członków rodziny. Grozi mu za to kara do 2 lat więzienia.

"Trwa ustalanie tożsamości tego mężczyzny, gdyż członkowie komisji nie spisali jego danych. Wyprosili go z lokalu, a teraz trzeba go znaleźć" - powiedział Gwis.

czytaj dalej

Źródło: dziennik.pl
12następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Wiadomości Polityczne

    «