Tak jak można się było spodziewać, zeznania ministra stoją w sprzeczności z tym, co we wtorek pod przysięgą mówił były szef CBA Mariusz Kamiński.

• Kamiński przekonywał śledczych, że 14 września w gabinecie premiera w obecności Cichockiego mówił, że działania szefa klubu PO Zbigniewa Chlebowskiego i ministra sportu Mirosława Drzewieckiego mogą naruszać prawo.
Kamiński: "Ostrzegałem, że kodeks karny będzie miał zastosowanie i zleciłem analizę prawno-karną. Ani razu nie mówiłem, że są to działania nieetyczne, ale zgodne z prawem".
Cichocki relacjonował, że szef CBA poinformował premiera, że nie widzi podstaw do postawienia zarzutów Drzewieckiemu i Chlebowskiemu. "Deklaracja była jednoznaczna: po przeanalizowaniu materiałów, CBA nie ma dowodów na popełnienie przestępstwa. Wydarzenia są naganne pod względem polityczno-etycznym i będą podlegały dalszym analizom CBA" - mówił. Cichocki zeznał także, że Donald Tusk w czasie tego spotkania wypytywał Kamińskiego nie tylko o Chlebowskiego i Drzewieckiego, ale także o rolę w sprawie Grzegorza Schetyny. Kamiński miał powiedzieć premierowi, że nie ma dowodów na kontakty wicepremiera z biznesmenami od hazardu. Były szef CBA twierdzi, że mówił o związkach Schetyny z tą branżą.

• Cichocki zeznał, że w czasie sierpniowego spotkania z premierem Kamiński zapewniał, że akcja CBA w tej sprawie jest już skończona, materiały zostały zebrane, a kolejne działania są po stronie premiera.
Jak mówił sekretarz kolegium służb, Tusk wówczas zaoponował i wyraził wątpliwość, że jeśli zacznie interweniować, może stworzyć zagrożenie dla działań operacyjnych CBA. Kamiński zaprzeczył. Jak mówił Cichocki, szef CBA miał powiedzieć, że to dobry moment, żeby premier włączył się do prac nad ustawą. "Wzięliśmy to za dobrą monetę" - opowiadał o tej deklaracji Kamińskiego.

czytaj dalej


• Były szef CBA twierdzi, że premier nie zachował ostrożności i musiał komuś powiedzieć, że sprawą interesuje się jego służba. I to było źródłem przecieku, którego dokonał premier lub Cichocki.
Sekretarz kolegium jednoznacznie zaprzeczył, by był źródłem. Przyznał jednak, że jego zdaniem Ryszard Sobiesiak od pewnego momentu wiedział, że jest w zainteresowaniu CBA. "Czy posiadł tę wiedzę w wyniku przecieku, czy własnej inteligencji i sygnałów, które odebrał od różnych ludzi, tego nie wiem" - mówił przed komisją. Dla Kamińskiego przeciek jest sprawą oczywistą. W trakcie wtorkowego przesłuchania wielokrotnie podkreślał że nie jest możliwe, by Sobiesiak, Chlebowski i Drzewicki sami wpadli na to, że są obiektem zainteresowania CBA.

• Rozbieżności w zeznaniach Cichockiego i Kamińskiego dotyczą także tego, kiedy o przecieku dowiedział się premier.
Były szef CBA zeznawał, że po posiedzeniu kolegium służb specjalnych 16 września Donald Tusk mówił mu, że nic o tym nie wie i nie zapoznał się z pismem Kamińskiego do Cichockiego w sprawie przecieku. Cichocki zupełnie inaczej pamięta to spotkanie. Jego zdaniem premier znał sprawę pisma i czytał je, ale nie rozmawiał 16 września z Kamińskim o przecieku. Twierdzi, że pokłócili się jedynie o zarzuty, jakie prokuratura w Rzeszowie miała zamiar postawić ówczesnemu szefowi CBA. "Była to sytuacja, w której podwładny, czyli Kamiński, oskarżył rząd, premiera i innych członków rządu, prokuraturę o naciski na prokuraturę i uznał, że są one odpowiedzią premiera na przyniesione przez niego miesiąc wcześniej informacje" - opowiadał Cichocki . Dodał, że w takiej atmosferze trudno było dalej o czymkolwiek rozmawiać.

• Wersje Kamińskiego i Cichockiego są zbieżne tak naprawdę jedynie co do ich wiedzy a raczej niewiedzy na temat początku prac nad nową ustawą hazardową.
Obaj nie wiedzieli nic o spotkaniu z 30 lipca 2009 roku, na którym premier i minister Michał Boni mieli zdecydować, że ustawa, o której losy tak bardzo niepokoił się Kamiński, trafi do kosza. Jak wczoraj mówił Cichocki, o tym, że trwają już prace nad nową ustawą dowiedział się dopiero we wrześniu. Zeznał też, że w trakcie spotkania Tuska z Kamińskim 14 września premier nie dał nawet do zrozumienia, że od dwóch tygodni w rządzie trwają prace nad nową ustawą, która może zmierzać nawet do delegalizacji hazardu w Polsce.