"Od samego początku atakuje wszystkich, którzy ośmielili się pytać go o jego zachowanie. Ma do tego prawo - niech to robi, niech broni się tak, jak potrafi. Jest to żałosne, ale to jego zbójeckie prawo do wciągania do dziury, w której siedzi, wszystkich innych" - pisze o Chlebowskim Migalski.

Jak dodaje, zemdliło go w części, gdy Chlebowski odpowiadał na pytania dotyczące jego spotkania z biznesmenem Ryszardem Sobiesiakiem na podwrocławskim cmentarzu.

"Na chwilę zawiesił głos, teatralnie powiódł po sali smutnym wzrokiem, przełknął ślinę. I poprosił o uszanowanie tego faktu przez członków komisji, a zaakceptowanie tego, że on w owym miejscu znalazł się dlatego, że odczuwał wówczas potrzebę modlitwy za duszę nieżyjącej osoby. Zaapelował o szacunek dla swojej tragicznie zmarłej siostry. Nie omieszkał również opisać, jak zginęła, jakie nieszczęście spotkało całą jego rodzinę" - wylicza polityk PiS.

"Jak można wykorzystywać śmierć swoich najbliższych do obrony przed zarzutami zachowań tak haniebnych, jak te, które przypisuje się Chlebowskiemu? Jak można najpierw umawiać się nad grobem swojej siostry z koleżką, któremu chce się zrobić dobrze, a potem szafować tą śmiercią dla zapewnienia sobie łaskawości śledczych?" - pyta Marek Migalski.

"Kim był ten człowiek przez wiele lat, że nie zobaczyliśmy w nim kogoś, kto nie zawaha się przed wykorzystywaniem dla swego pożytku śmierci bliskich? Kim byliśmy my, że braliśmy go za miłego, uczciwego i solidnego człowieka?" - kończy swój najnowszy wpis na blogu.

>>> Przeczytaj wpis Marka Migalskiego w Salonie24