"Mąż jest w domu, ma chore gardło, ma zapalenie krtani" - tłumaczy "Faktowi" Janina Drzewiecka, żona byłego ministra sportu. "On jest na antybiotykach" - dodaje jego partyjny kolega, Sebastian Karpiniuk.

Mirosław Drzewiecki, który wymówił się od zeznań przez komisją hazardową badającą aferę hazardową chorobą gardła, dochodzi do siebie w swojej łódzkiej willi.

"Mały tu ruch ostatnio, nikt nie wyjeżdża, mało kto przyjeżdża" - wzruszają ramionami spacerujący ulicą sąsiedzi. Na oczyszczonym ze śniegu podwórzu pojawiły się co prawda w weekend samochody. Ale wycieraczki miały postawione na sztorc, by nie przymarzły do szyb. To znak, że najpewniej w najbliższym czasie nikt stamtąd nie zamierza się ruszać - zauważa "Fakt".

Poza władzami partii nikt z Mirosławem Drzewieckim nie ma teraz kontaktu. "Nawet nie próbujemy do niego dzwonić" - mówi tabloidowi informator z Platformy Obywatelskiej.

"Już nie chodzi o tę krtań, tylko o to, żeby dać mu spokój, przecież czeka go wielogodzinne maglowanie przed komisją" - wyjaśnia.

Czytaj także: PO znów kocha Chlebowskiego