"Przewodniczący PE zdecydowanie popiera ideę parytetów" - mówi nam jego rzeczniczka Inga Rosińska. Właśnie dlatego autorki projektu zaprosiły Jerzego Buzka na konferencję, którą zamierzają zorganizować w sejmie w połowie lutego, w przeddzień pierwszego czytania projektu ustawy gwarantującej kobietom połowę miejsc na listach wyborczych. Będą przekonywać, że podobne rozwiązania doskonale sprawdzają się w Europie.

"Jerzy Buzek obiecał nam swój przyjazd i patronat" - mówi jedna z autorek projektu, prof. Magdalena Środa.

Jeśli szef Parlamentu Europejskiego rzeczywiście pojawi się w Sejmie i oficjalnie poprze projekt obywatelski, szanse na przyjęcie ustawy zdecydowanie wzrosną. "To byłby ważny głos w tej dyskusji, Buzek jest osobą bardzo wpływową" - mówi socjolog prof. Paweł Śpiewak.

Parytety mają już w Polsce wielu wpływowych zwolenników. Jeszcze latem poparcie dla nich zadeklarował prezydent Lech Kaczyński. I choć przyznawał, że "bardziej realistyczny" wariant to ustawowa gwarancja nie 50, ale 30 proc. miejsc na listach dla kobiet, jednak równocześnie uspokajał, że żadnej propozycji nie zawetuje. Gorącą zwolenniczką parytetów jest też małżonka byłego prezydenta Jolanta Kwaśniewska. "Powinno być 50 procent pań na listach partyjnych, a także później w parlamencie" - mówiła w jednym z wywiadów. O poparciu dla zagwarantowania kobietom połowy miejsc na listach wyborczych wielokrotnie mówił wiceszef klubu Platformy Obywatelskiej Sławomir Nowak.

Sama Platforma jest jednak mocno podzielona. Elżbieta Radziszewska, która w rządzie Donalda Tuska odpowiada za zwalczanie dyskryminacji, wielokrotnie powtarzała, że ustawa o parytetach jest niepotrzebna, a wprowadzenie takich rozwiązań "wyrządziłoby więcej złego niż dobrego".

Podobnego zdania jest wiceprzewodniczący PO Waldy Dzikowski. "Podejmujemy tę debatę, ale docelowo dążymy do okręgów jednomandatowych, gdzie nie ma mowy o żadnych parytetach. Wystawia się najlepszych. I powinno się to odbywać w sposób naturalny" - tłumaczy w rozmowie z DGP Dzikowski.

Jakie zdanie o parytetach ma premier? Gdy uczestniczki czerwcowego Kongresu Kobiet przekonywały szefa rządu do idei parytetów, odpowiedziało im jedynie Centrum Informacyjne Rządu wydając lakoniczny komunikat. Napisano w nim co prawda, że "według premiera wciąż zbyt mała liczba kobiet jest aktywna politycznie", ale równocześnie podkreślono, że "jego zdaniem trudna będzie szybka regulacja ustawowa parytetu"

Dlaczego? Ponieważ - jak napisał CiR cytując Donalda Tuska - " jak dotąd niewielka grupa kobiet przejawia chęć zajmowania się polityką".

"Na dziś trudno przewidzieć, co zrobi szef. A tak naprawdę dopóki on się nie określi, dyskusje o parytecie nie mają większego sensu" - mówi jeden z wpływowych polityków PO.

Projekt obywatelski doczekał się już zresztą konkurencji, bo własną propozycję przedstawiła niedawno posłanka PO Agnieszka Kozłowska-Rajewicz. Przewiduje ona, że partie będą musiały zagwarantować kobietom 30 proc. miejsc na listach.