Były minister sportu to drugi, obok byłego szefa klubu PO Zbigniewa Chlebowskiego, polityk partii Donalda Tuska, który - według CBA - działał na rzecz biznesmenów z branży hazardowej, przede wszystkim Ryszarda Sobiesiaka. Obaj politycy odrzucają zarzuty.

Mirosław Drzewiecki miał też - jak zeznał przed komisją śledczą Mariusz Kamiński - pomagać w załatwieniu córce Sobiesiaka posady w zarządzie Totalizatora Sportowego. Według byłego szefa CBA, Drzewiecki mógł być również jednym z ogniw w łańcuchu przecieku o akcji CBA dotyczącej kontaktów biznesmenów z branży hazardowej z politykami PO.

Słynne już stało się zdrobnienie jego imienia "Miro", którym posługiwano się podczas rozmów ze znajomymi z branży hazardowej.

Z materiałów CBA wynika, że w związku z pracami nad nowelizacją ustawy hazardowej biznesmenom z branży hazardowej zależało na tym, aby nie został rozszerzony katalog gier objętych dopłatami (chodziło o gry spoza monopolu państwowego, czyli np. na automatach). Pieniądze z dopłat miały być przeznaczone na cele związane z finansowaniem przygotowań do Euro 2012.

To drugie podejście do przesłuchania polityka PO. W zeszłym tygodniu Drzewiecki poprosił o przesunięcie terminu spotkania ze śledczymi. Tłumaczył to złym stanem zdrowia.

We wtorek pojawiła się wątpliwość, czy były minister sportu stawi się dzisiaj, bowiem do komisji trafiło zwolnienie lekarskie Drzewieckiego wystawione do 31 stycznia. Jednak rzecznik rządu Paweł Graś poinformował dziennikarzy, że mimo wszystko zaplanowane na dziś przesłuchanie będzie mogło się odbyć. Krótko po tym informację potwierdził przewodniczący komisji Mirosław Sekuła.