Tusk: Wygrałbym te wybory
Jestem przekonany, że prowadzę konsekwentny plan, który sprawi, że PiS nie wróci do władzy - tak Donald Tusk tłumaczy swoją decyzję o rezygnacji ze startu w wyborach prezydenckich. Według niego, scenariusz jest prosty: ktoś inny pójdzie na bój o prezydenturę, by on mógł - jak mówi - zapobiec powrotowi tych, którzy wszystko zepsują.
- Polacy dobrze oceniają decyzję Tuska
- Migalski: Tusk jak Putin
- Schetyna stawia na Komorowskiego
- Komorowski prezydentem? Żona mówi "nie"
- Buzek: Nie będę kandydował na prezydenta
- "Kaczyński może wygrać w pierwszej turze"
- "Jeżeli nie Tusk, to Sikorski"
- Tusk nie kandyduje na prezydenta!
- Prezydent o Tusku: Szanuję, nie komentuję
- Cimoszewicz nie zamierza kandydować
- Jeśli nie Tusk, to kto? Oto typ Polaków
- Olechowski liczy na poparcie PO
- "Tusk chce się zapisać w historii"
- Raciborski: Roztropna decyzja Tuska
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Sobota 2012-05-26

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Ich jest dwóch, ja jestem jeden - mówił Tusk, ogłaszając decyzję o rezygnacji z udziału w wyścigu prezydenckim. Na myśli miał oczywiście braci Kaczyńskich. Wieczorem w "Faktach po faktach" w TVN24 prezyzował: "Ja bliźniaka nie będę miał, ale mam pewne instrumenty. To jest rząd. Tej siły i tych możliwości nie daje prezydentura. Od roku przygotowywałem się do tej decyzji, wiedząc, gdzie jest realna władza".
Szef rządu powtarzał, że ma wizję, którą chce realizować w kolejnych etapach. "Muszę znaleźć partnera, który pomoże wygrać mi ten pierwszy etap, czyli wybory prezydenckie" - tłumaczył.
Odpowiedział też na zarzuty o tchórzostwo - stwierdził, że tak naprawdę to start w wyborach mógłby w jakimś sensie zostać odczytany jako pójście na łatwiznę. "Powinieniem podziękować tym, którzy do wczoraj dawali mi ponad dwukrotną przewagę nad konkurencją" - mówił. I zaraz dodał, że nigdy nie deklarował udziału w wyborach.
Tusk, choć rezygnuje ze startu w wyborach, jest pewien, jaki byłby wynik, gdyby jego decyzja była inna. "Uważam, że wygrałbym wybory prezydenckie. Ale nie robię z mojej decyzji martyrologii, uważam, że w rządzie rozgrywają się najważniejsze rzeczy" - przekonywał.
Pytany, czy zdaje sobie sprawę, że tym samym zwiększa szanse Lecha Kaczyńskiego, odpowiedział wprost: "Jestem przekonany, że prowadzę konsekwentnie plan, który sprawi, że PiS nie wróci do władzy. W planie jest założenie: kto inny pójdzie na bój o prezydenturę, bym mógł skutecznie zatrzymać powrót do władzy tych, którzy zepsują to, co udało się zrobić".
Szef rządu zapewnił, że nia ma możliwości zmiany decyzji za kilka miesięcy. A co do szans obecnego prezydenta, powiedział ostro: "Największym przeciwnikiem Lecha Kaczyńskiego jest Lech Kaczyński, jego brat Jarosław i PiS. Kiedy czytamy, że 14 proc. Polaków jest gotowych zagłosować na obecnego prezydenta, to to nie wymaga to mojego komentarza".
czytaj dalej





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!