Ta kampania będzie inna. Dlaczego?
Im więcej billboardów, tym większa szansa na zwycięstwo - taka zasada, choć nie gwarantowała sukcesu, obowiązywała przed wyborami prezydenckimi w 2005 r. Tylko na taką reklamę Donald Tusk wydał wówczas ponad 3 mln zł, a Lech Kaczyński niemal dwa. Jednak tegoroczna kampania będzie wyjątkowa, bo bez billboardów z uśmiechniętymi politykami.
- Szmajdziński to pilot, rycerz i tenisista
- Prezydent nie pojedzie na kongres PiS
- Niezależny kandydat prosi o poparcie
- Komorowski nie będzie bił poniżej pasa
- Sikorski naigrawa się z prezydenta
- Wyborczy cel SLD: odebrać głosy PO
- Sikorski rusza z kampanią przedwyborczą
- PiS już zbiera sympatyków w sieci
- PiS otwiera drugiego facebooka
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -16°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Przygotowania do kampanii billboardowej były najważniejszym zadaniem sztabów wyborczych: od zarezerwowania z odpowiednim wyprzedzeniem atrakcyjnych powierzchni na plakaty po wymyślenie hasła i wizerunku promowanego kandydata. To już przeszłość. Po cichu posłowie do ordynacji prezydenckiej wprowadzili zakaz reklamowania kandydatów na powierzchni przekraczającej 2 metry kwadratowe.
Kampania bez billboardów i z ograniczoną liczbą reklam telewizyjnych, radiowych i prasowych od 20 lat funkcjonuje we Francji. – Tam każdy ma takie same możliwości dotarcia do ludzi, nie ma lepiej ten, kto ma więcej pieniędzy. Każda partia ma do dyspozycji dokładnie taki sam czas antenowy bez możliwości dokupienia dodatkowych reklam – mówi konsultant polityczny Eryk Mistewicz. Podkreśla, że model francuski jest przeciwieństwem kampanii amerykańskiej, na którą wydawane są miliardy dolarów. – Ale przykład Francji pokazuje, że wcale nie są one potrzebne, by przeprowadzić skuteczną kampanię – twierdzi Mistewicz. Dowód: w ostatnich wyborach prezydenckich frekwencja wyniosła aż 86 proc. Podobne regulacje jak we Francji weszły niedawno w życie w Norwegii. Wkrótce pojawią się też w Szwajcarii.
Jak to wpłynie na przebieg kampanii prezydenckiej w Polsce? – Może będzie trochę mniej agresji na ulicach, mniej powodów do kłótni między politykami – przewiduje socjolog, prof. Ireneusz Krzemiński. Jego zdaniem brak możliwości promowania się na billboardach nie ogranicza kandydatom możliwości dotarcia do potencjalnych wyborców. Bo coraz większe pole do popisu daje internet. – Będzie odgrywać jeszcze większą – mówi Krzemiński.
Potwierdzają to już wprowadzane w życie strategie kandydatów. Już widać, że stawiają na internet. Zarówno ci, którzy już zadeklarowali swój start, jak i walczący dopiero o nominację partyjną Radosław Sikorski czy Bronisław Komorowski są coraz bardziej aktywni w sieci. Większość z nich uruchomiła właśnie nowe strony WWW. Zaczynają się też udzielać na portalach społecznościowych typu Facebook czy Twitter.
czytaj dalej
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!