Sprawa Piesiewicza. Tak wyglądał szantaż
Krzysztof Piesiewicz jest cieniem samego siebie. Od czasu ujawnienia kompromitujących go nagrań szantażystów schudł kilkanaście kilogramów i prawie nie wychodził z domu - pisze "Wprost", który dotarł do dokumentu pokazującego, jaką gehennę przechodził senator przez ostatni rok.
- Piesiewicz nic nie powie. Przysłał list
- Piesiewicz: Wracam do Senatu 12 kwietnia
- Senatorowie zagłosowali za Piesiewiczem
- Schetyna radzi śledczym ws. Piesiewicza
- Przez Piesiewicza Romaszewski porzuca PiS
- Piesiewicz rozmawiał z Hołownią o Bogu
- Szantażował Piesiewicza, by spłacić debet
- Senat nie oddał Piesiewicza śledczym
- Piesiewicz chciał urlopu. Nie dostał go
- Piesiewicz idzie na dwumiesięczny urlop
- Będą oskarżenia, ale nie dla Piesiewicza
- Piesiewicz przerwał milczenie
- PiS zawiesza senatorów. Poparli Piesiewicza
- Nie ukarzą Piesiewicza, bo ma immunitet
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Historia rozpoczęła się w czerwcu 2008 roku. Wtedy Krzysztof Piesiewicz poznał Joannę D., kobietę, którą jeszcze tego samego dnia zaprosił do swego domu. "Na zakończenie spotkania Krzysztof Piesiewicz wręczył Joannie D. kwotę 500 zł na prezent i taksówkę" - cytuje tygodnik "Wprost" fragment prokuratorskiego postanowienia o umorzeniu śledztwa w sprawie szantażu senatora.
Po kilku miesiącach Joanna D. powiedziała o swojej zażyłości z Piesiewiczem dwóm znajomym - Zbigniewowi S. i Janowi W. Zaplanowali nagranie filmu kompromitującego senatora.
Akcję przeprowadzili 4 września 2008 roku - relacjonuje tygodnik "Wprost". Joanna D. przyprowadziła do Krzysztofa Piesiewicza Joannę S., kobietę podstawioną przez dwóch mężczyzn. Obie weszły do mieszkania senatora, Zbigniew S. i Jan W. czekali w samochodzie. Gdy wróciły, zabrali im aparat fotograficzny z nagraniem i karty SIM z telefonów. Film trafił na pięć płyt CD.
Nękanie senatora zaczęło się już kilka dni później. Najpierw szantażyści przez pośrednika zażądali 1,5 miliona złotych. Potem obniżyli stawkę do 320 tysięcy. Piesiewicz zapłacił. Na tym jednak się nie skończyło. Jak podaje "Wprost", senator musiał jeszcze oddać sznatażystom 263 tysiące złotych.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!