Kosek: Dopłaty do gier byłyby katastrofą
Eksperyment z wprowadzeniem dopłat do gier skończyłby się katastrofą dla branży hazardowej i dodatkowym uszczerbkiem dla budżetu państwa - mówił przed komisją hazardową, która obraduje w Krakowie, Jan Kosek, biznesmen branży hazardowej.
- Tyle kosztują komisje śledcze
- Z czego zrezygnował resort sportu?
- PiS skonfrontuje Kamińskiego z Tuskiem?
- Ich przemaglują śledczy od hazardu
- Chlebowski się tłumaczy: Przeżyłem szok
- Sykucki: Nie miałem wpływów, ale pomagałem
- O co posłowie powinni zapytać Kapicę
- Kosek chce zeznawać na odległość
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Omawiając trudności techniczne z wprowadzeniem dopłat Kosek powiedział, że wymagałoby to przeprogramowania ponad 50 tys. automatów. Biznesmen podkreślił, że nie jest w stanie nawet
oszacować kosztów takiej operacji. Tłumaczył, że później automaty musiałyby przejść ponowną procedurę rejestracji, automaty byłyby wyłączone, a budżet państwa w tym czasie nie
otrzymywałby wpływów.
"Żeby określić wysokość dopłat w Totalizatorze Sportowym wystarczy karta papieru, ołówek i kalkulator za 15 zł. Nie potrzeba dokonywać żadnych zmian technicznych" -
podkreślił Kosek. "I autobus, i samochód osobowy służy do przewożenia ludzi, ale są to zupełnie inne pojazdy" - zauważył.
"Ewentualne wpływy z dopłat, z pewnością nie 500 mln zł rocznie, nie równoważyłyby topnienia wpływów z regularnych podatków" - uważa Kosek. "Eksperyment
skończyłby się katastrofą dla branży i dodatkowym uszczerbkiem dla budżetu. Wtedy postawienie autorom takiego eksperymentu zarzutu stworzenia zagrożenia dla bytu ekonomicznego państwa
miałoby realne, a nie wirtualne podstawy" - ocenił biznesmen.
Dodał, że taką argumentację Związek Pracodawców Prowadzących Gry Losowe i Zakłady Wzajemne przekazywał w wielu pismach, w tym w piśmie do przewodniczącego sejmowej komisji finansów
publicznych Zbigniewa Chlebowskiego.
Kosek mówił też, że w lipcu 2008 r. wiceminister finansów Jacek Kapica w rozmowie z nim przyznał, że "resort również nie wie, jak pokonać trudności techniczne związane z
wprowadzeniem dopłat", ale jest to problem przedsiębiorców, którzy muszą ten przepis wykonywać.
Biznesmen podkreślił, że Związek Pracodawców przewidywał skutki, jakie przyniesie wprowadzenie dopłat już w 2006 r. i wysłał szereg pism do premiera, marszałka Sejmu, przewodniczących
klubów parlamentarnych członków komisji finansów publicznych sygnalizując absurd takiego rozwiązania i zagrożenia jakie stwarza. "Tak było i w 2008 r. Niektóre ministerstwa
formułowały uwagi do zapisu o dopłatach. Wątpliwości zgłaszało też Rządowe Centrum Legislacyjne, lecz nie były one na tyle mocne, aby osłabić determinację ministerstwa
finansów" - powiedział Kosek.
>>>Czytaj dalej>>>
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!