Polska przegra batalię o unijne stołki?
Na ostatniej prostej polski rząd walczy o obsadę kluczowych stanowisk w nowej, unijnej służbie zagranicznej. Na razie bez skutku. Niemcy, Francja i inne stare kraje Unii już zarezerwowały dla siebie najważniejsze placówki. Dlatego nasz kraj stoi na straconej pozycji.
- Bielecki: Znam Tuska od czasów Anny Barycz
- To koniec Trzeciego Świata
- Unia będzie miała swój wywiad
- Zacznie Sikorski, skończy Komorowski
- Polscy bankierzy zarabiają fortunę
- Bruksela zwleka z rezolucją ws. Białorusi
- Dwóch europosłów PO przeciwko Komisji
- Nowa Komisja Europejska zatwierdzona
- Tusk do opozycji: Wyginiecie jak dinozaury
- Polska wymusi odwet Unii wobec dyktatora?
- Japonii grozi bankructwo
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Catherine Ashton, nowa europejska minister ds. zagranicznych, przedstawiła w czwartek, jak będzie zorganizowana podległa jej służba dyplomatyczna. Będzie miała dwóch zastępców, którzy mają uczestniczyć w mniej znaczących spotkaniach międzynarodowych. Sekretarz generalny służby będzie na bieżąco zarządzał armią dyplomatów, która docelowo ma liczyć aż 6 tysięcy osób. Ashton będzie też wspierana przez sześciu dyrektorów generalnych. Jeden zajmie się budżetem służby zagranicznej, inny sprawami horyzontalnymi, jak walka z ociepleniem klimatu czy prawa człowieka, a trzeci - kontaktami z organizacjami międzynarodowymi, jak ONZ czy Bank Światowy. Pozostali trzej podzielą między sobą odpowiedzialność za regiony świata: jeden - Bliski Wschód, Rosja, Azja Centralna, drugi - USA, Japonia i Kanada, a trzeci - Afryka, Ameryka Łacińska i Azja Południowo-Wschodnia.
Od tego, kto obsadzi te dziewięć stanowisk, będzie zależeć realny wpływ poszczególnych państw na politykę Unii. Ashton nie będzie miała fizycznie czasu, aby zagłębić się w dylematy stosunku UE do poszczególnych krajów. Będzie musiała polegać na zdaniu swoich współpracowników. Czy znajdą się wśród nich Polacy? Nasz kraj ma spore ambicje. "Chcemy obsadzić jedno, może dwa kluczowe stanowiska dyrektorskie. Mamy znakomitych kandydatów od spraw azjatyckich czy bezpieczeństwa" - mówi DGP minister ds. europejskich Mikołaj Dowgielewicz. Nazwisk nie chce ujawniać. Ale wiadomo, że w służbach Ashton nie może pracować nikt, kto przynajmniej przez trzy lata nie był zatrudniony w dyplomacji własnego kraju.
Nie zanosi się jednak na polski sukces w tej walce. Polska miała nadzieję, że nowe stanowiska będą obsadzane zgodnie z kluczem geograficznym. Wówczas kandydaci pochodziliby ze wszystkich regionów Unii. Ale na to nie ma szans. Parlament Europejski zdecydowanie opowiada się za takim rozwiązaniem. Ale nie stare kraje członkowskie. "One od dawna są nadreprezentowane w dotychczasowych instytucjach Unii i wolą, aby tak pozostało" - mówi nam Jacek Saryusz-Wolski, eurodeputowany Platformy.
czytaj dalej
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!