Dziennik.plPolityka

Wtorek, 29 maja 2012

Imieniny: Marii Magdaleny, Teodozji, Maksyma

Jak Janusz Palikot zarobił pierwszy milion

2010-03-20 | Ostatnia aktualizacja: 21:56 | Komentarze: 0 | skomentuj

Trudne życie asystenta, pieniądze zarobione na paletach i winiarski biznes nad Wisłą. Kontrowersyjny polityk Platformy Obywatelskiej w biograficznym wywiadzie "Ja, Palikot" opowiada o początkach swojej biznesowej kariery. "Dziennik Gazeta Prawna" prezentuje wybrane fragmenty rozmowy.

Pogoda

POLSKA

Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

CEZARY MICHALSKI: Dlaczego Janusz Palikot, filozof z możliwością pracy na uniwersytecie, porzuca warszawski Instytut Filozofii, wraca do rodzinnego Biłgoraja i wchodzi w biznes?
JANUSZ PALIKOT: Ta nędza pensji asystenta... Po prostu straszna, grosze się zarabiało. I cały czas nie ma gdzie mieszkać. A ja nie należę do ludzi, których bawi żalenie się na wszystko, narzekanie, biadolenie. Wracam więc do Biłgoraja. Jest 1989 r., moja mała działalność z paletami szybko się rozkręca. A interes z paletami zaczął się na studiach, bo ja już wtedy na różne sposoby dorabiałem. Robiłem coś dla Baltony i tam też po raz pierwszy usłyszałem o paletach, że brakuje drewnianych palet do transportu, byłyby na wagę złota, jeśli ktokolwiek umiałby je załatwić. Tymczasem te palety zalegały po wsiach i miasteczkach, gdzie trafiały razem z rozmaitymi transportami i nikt ich stamtąd nie ściągał. Więc z pomocą ojca i teścia zacząłem później szukać i skupować po wsiach te palety. Później się okazało, że one są tak samo na wagę złota w Niemczech. I to był pierwszy etap mojej drogi do poważnych biznesów.

Dostarczaliśmy palety zbierane u chłopów z Biłgoraja do Baltony, raz na dwa tygodnie wysyłało się ciężarówkę, kasowaliśmy marżę. I co się nagle dzieje? Otóż ci, którzy kupowali od Baltony szynki i inne specjały, mieli na naszych europaletach nasz numer identyfikacyjny, po którym zlokalizowali moją działalność gospodarczą zarejestrowaną w Biłgoraju. Przyjechali Holendrzy, Niemcy i pytają: "Pan to dostarczał? My to chcemy od pana brać bezpośrednio, damy panu dwa razy taką cenę, jaką dawała Baltona. Tylko, wie pan, my byśmy chcieli brać od pana ciężarówkę dziennie palet. Oczywiście jest pan w stanie tyle dostarczyć?". No więc mówię, że jestem w stanie, choć tak naprawdę jeszcze nie jestem. Wydzierżawiam w okolicznej spółdzielni rolnej kawałek wiaty, chłopom każę ciąć na wymiar deski, zwożę to do Biłgoraja, gdzie miałem pobudowane prymitywne stoły, na których kładło się te deski i zbijało palety. Ludzie przychodzą do pracy i nagle w ciągu pół roku mam 150-osobowy zakład. Pracuje się na dwie zmiany, tłucze dwie czy trzy ciężarówki dziennie tych palet na eksport. Zaczynam z Niemiec i Holandii ściągać towar za towar, bo inflacja jest taka, że gotówka po prostu przepada. I w ten sposób zaczynam zarabiać.

Pana pierwszy teść już jest w biznesie. Nie oczekuje zięcia adiunkta na filozofii, ale zięcia, który na poziomie utrzyma córkę i wnuki.
Zdecydowanie oczekiwania mojej pierwszej żony i jej rodziny były takie, żebym raczej robił udaną karierę biznesową.

Plotka głosi, że dzięki temu małżeństwu pana biznesowa kariera przyspiesza. Bo teść jest bogaty.
Teść to człowiek jak na Biłgoraj zamożny, ale to w końcu także tylko jedna czy dwie maszyny, dwóch pracowników i tłuczenie plastikowych doniczek i sitek, co było genialne w komunie, bo takich rzeczy wielki państwowy przemysł w ogóle nie produkował. Ale w nowych czasach tego typu biznes generalnie nie daje sobie rady, ci ludzie nie dają sobie rady ze zmianą. Ale faktem jest, że jak jest potrzebny dodatkowy transport, dostaję od teścia samochód. Pomaga mi w wybudowaniu pierwszego naszego domu, cały czas jest obecny, ale żadnych większych pieniędzy inwestycyjnych od niego nie dostałem. Oczywiście np. 1000 dolarów to w tamtym czasie były wielkie pieniądze, ale nie takie, żeby za nie zbudować fabrykę. Dosyć szybko buduję dużą fabrykę, już w 1991 r., dwa lata od startu. Ale nie z kredytów, których nie mógłbym dostać, ani nie z rodzinnych darowizn, ale z kredytu kupieckiego, z handlu. My dostarczamy palety, nie bierzemy pieniędzy, bierzemy towar, towar sprzedajemy, mamy zrolowane następne terminy płatności. Powstaje z tego masa pieniędzy, które są cały czas przez ciebie zarządzane i obracane. Nie musisz ich nikomu oddawać i z tego możesz budować. To mi się samo ułożyło w życiu, dopiero później przeczytałem w książkach z teorii biznesu, że to w zasadzie jedyny sposób akumulacji kapitału, kiedy się żadnego kapitału początkowego nie ma. A po następnym roku, po reformach Balcerowicza, inflacja zaczyna zwalniać, wszystko się powoli stabilizuje, a ja wchodzę na rynek, mając już zupełnie spory kapitał.

Czytaj dalej >>>

Cezary Michalski
Źródło: dziennik.pl
123następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Wiadomości Polityczne

    «