Dziennik.plPolityka

Niedziela, 27 maja 2012

Imieniny: Jana, Juliusza, Radowita

Łatwiej wybrać komórkę niż polityka

2007-11-05 | Ostatnia aktualizacja: 14:01 | Komentarze: 0 | skomentuj

Czy młodzi ludzie w wieku dwudziestu, dwudziestu kilku lat pójdą na wybory? Należy się obawiać, że 21 października nie stawią się przy urnach zbyt licznie. Dlaczego? - odpowiada w DZIENNIKU dwójka socjologów - Tomasz Karoń i Grzegorz Kowalczyk.

Pogoda

POLSKA

Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady: śladowe opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Analizując zachowania młodych, zazwyczaj przykładamy do nich własne, powstałe przecież w innych warunkach i okolicznościach miary i kategorie opisu. Oczekujemy, że młodzi wezmą udział w wyborach, zakładamy, że używają oni pojęć i kategorii politycznych. Wierzymy, że w partiach politycznych rozpoznają reprezentantów swoich interesów.

My, autorzy tego tekstu, należymy do pokolenia ludzi urodzonych na przełomie lat 60. i 70. Pokolenia, które stosunkowo świadomie przeżyło stan wojenny. Braliśmy udział w transformacji ustrojowej i jesteśmy tej transformacji głównymi beneficjentami. Ale opisując sytuację młodych wyborców, musimy się pogodzić z faktem, że oni są inni i są gdzie indziej, i to zarówno w sensie mentalnym, jak i fizycznym (w Wielkiej Brytanii, Irlandii). Nie postrzegają świata w kategoriach politycznych.

Uczestnictwo w wyborach stawia młodych w sytuacji emocjonalnego napięcia między potrzebą uczestnictwa we wspólnocie a wzięciem odpowiedzialności za dokonany wybór. To napięcie między sprzecznymi odczuciami jest w naszym przekonaniu kluczowym elementem opisu sytuacji młodych przed 21 października. Z jednej strony uczestnictwo w wyborach jest dla nich aktem inicjacyjnym, wkroczeniem w świat dorosłości, identyfikacją ze wspólnotą obywateli, w której obok rówieśników żyją także inni: rodzice, dziadkowie, sąsiedzi, bogaci i biedni, a nawet słuchacze Radia Maryja. Ale ta wspólnota biorąca udział w głosowaniu nie jest wcale liczna.

Frekwencja w ostatnich wyborach wyniosła wszak zaledwie 40 proc. Zatem głosujący jawią się w oczach młodych jako dziwna i obca grupa zwolenników partii politycznych, różnego rodzaju frustratów, staruszków, popularnych ostatnio babć, którym trzeba schować dowód, żeby nie głosowały na PiS ze strachu przed współczesnym światem, w obronie swoich nędznych emerytur i drogich/tanich lekarstw. To nie jest atrakcyjna grupa, z którą chętnie się będą identyfikować.

Z drugiej strony uczestnictwo w wyborach jest wzięciem odpowiedzialności za polityka, za partię, za sferę, która jest im obca. To opowiedzenie się po jednej ze stron konfliktu, którego uczestnikami się nie czują. Instynktownie unikają manipulacji, a świat polityki z tym przede wszystkim kojarzą. Nie obchodzi ich spór o III i IV RP.
Młodzi nie wykazują niemal żadnego zainteresowania stanem instytucji społeczeństwa demokratycznego. Instytucje, które mogłyby bronić ich interesów, nie są im potrzebne. Oni bowiem nie mają jeszcze uświadomionych interesów ani wiary, że tworzone przez polityków instytucje mogłyby ich bronić. Dopiero szukają dla siebie miejsca w dorosłym życiu.

Do tego celu bardziej przydatna jest wolność wyboru i wyróżniania się niż wolność wynikająca z biernego prawa wyborczego. Powyższy opis nie wynika wyłącznie z naszych pogłębionych badań na temat dylematów wyborczych młodych osób. Jest pewną hipotezą, powstałą przy okazji innych, licznych badań społecznych i rynkowych, którymi zajmujemy się zawodowo. Jeżeli jednak choć częściowo jest prawdziwa, to należy się liczyć ze słabym uczestnictwem dwudziestolatków w wyborach.

A co może skłonić młodych do udziału w wyborach? Co sprawi, że pofatygują się 21 października do urn? Jedyną istotną realnością młodych, która ma związek z przestrzenią publiczną, jest wolność indywidualna. Rozumiana jako wolność wyboru, wyróżniania się i korzystania z oferty rynkowej, także prostej konsumpcji. Ich jedynym realnym lękiem jest strach przed ujednoliceniem oferty oraz obawa, że nie będą mogli w dowolny sposób kształtować swojej osobowości i wyrażać ekspresji. W tym obszarze młodzi są bardzo kompetentni. Bez trudu potrafią wyłapywać obniżenie standardów i oceniać jakość oferty (kulturowej, światopoglądowej).
Ten lęk, niepochodzący wprost ze sfery politycznej, może ich w końcu na świat polityki otworzyć, a w konsekwencji zaprowadzić na wybory. Nie przyjmie on jednak - jak to kiedyś w Polsce bywało - formy protestu.

Nie będzie momentem formacyjnym, a młodzi nie staną się obywatelami, broniąc praw publicznych - a tylko w ten sposób w naszym pokoleniu i pokoleniach wcześniejszych rodziła się świadoma spraw wspólnoty jednostka. Skutecznie może ich zmobilizować za to akcja w rodzaju: "Schowaj babci dowód". Dla nas być może żenująca i niesmaczna, ale dla młodych wyborców owa babcia jest symbolem zamknięcia i braku możliwości wyboru, symbolem realnego lęku przed zamknięciem na świat zachodni, który jest i pozostanie, chyba już na zawsze, jedynym punktem odniesienia dla artykułowania potrzeb i wyrażania aspiracji. Na razie starają się zneutralizować ten lęk, korzystając z internetu i SMS-ów. Politycy nie są im do tego potrzebni.

*Tomasz Karoń, Grzegorz Kowalczyk są analitykami trendów społecznych i rynkowych MB SMG/KRC

Źródło: dziennik.pl
12następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Wiadomości Polityczne

    «