Bielakowski: Zwycięzca będzie tylko jeden
Spójrzmy na to trzeźwo. Dziś przed telewizorami nie będziemy śledzić spokojnej i rzeczowej debaty dwóch dystyngowanych polityków. I chyba nikt tego nie oczekuje. To będzie ostry show - pisze Cezary Bielakowski, publicysta DZIENNIKA.
- To już pewne: w piątek debata Tusk-Kaczyński
- Dziadziuś Jaruś czy kumple z piaskownicy?
- Premier Kaczyński przyjął wyzwanie
- Tusk do Kaczyńskiego: Bądź Pan mężczyzną
- Debata Kwaśniewski-Tusk w poniedziałek
- Tusk: Tanie państwo to mit. Premier: Ale walczymy z korupcją
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Bo stawka jest najwyższa. Żadnego nudziarstwa. Mamy dwóch gladiatorów, którzy walczą o wszystko. I arenę, o której tylko mogliby pomarzyć rzymscy cesarze. Co najmniej kilka milionów widzów.
Dlatego nie spodziewam się starcia dwóch wizji Polski, dyskusji na rzeczowe argumenty. To będzie widowisko. Taka jest logika tej kampanii. Trudno oczekiwać czegoś innego, jeżeli w przeddzień debaty oba sztaby podgrzewają atmosferę do maksimum. Platforma uderza w Kaczyńskiego, oskarżając go, że się uwłaszczył na państwowym majątku. A PiS zarzuca Tuskowi moralnie naganne zachowanie i branie pieniędzy z własnej charytatywnej fundacji. Ci panowie staną dziś twarzą twarz.
W tej sytuacji ich starcie musi być straceńcze. Zwycięzca jeden - remisu nie będzie. Kto uwiedzie tłumy, przeżyje - w metaforycznym sensie. W czasach rzymskich gladiatorzy składali przysięgę, że będą walczyć na śmierć i życie i że nie będą się oszczędzać w walce. Kaczyński i Tusk udowodnili już, że się nie znoszą. Zetrą się z impetem. Nie będą potrzebni niewolnicy z pejczami, by poganiać rywali do walki, używając konsekwentnie starożytnych porównań. Nie będzie prawa do łaski.
Zwycięstwo będzie więc zależeć przede wszystkim od tego, komu puszczą nerwy. To rzecz kluczowa. Agresja, zdenerwowanie, wynikające z napięcia potknięcia - to one będą decydować w stopniu najwyższym. Dlatego dzisiejsi adwersarze będą robić wszystko, by wyprowadzić przeciwnika z równowagi, sprowokować go do niekontrolowanego ruchu. Sprowadzić go do roli gladiatora nazywanego andabatą - który walczył w kolczudze i hełmie z przyłbicą, ale bez otworów na oczy. Czyli po omacku.
Czy rzeczywiście waga tego pojedynku jest tak wielka? Jest. I nie chodzi tylko o prestiż czy zwykłą męska potrzebę rywalizacji. Rozstrzygnięcie debaty może istotnie wpłynąć na wynik wyborczy. Jednych upewni, że dobrze ulokowali swoje sympatie. Przekona niezdecydowanych, na kogo ostatecznie oddać swój głos. Zdeklarowanych na twardo nic nie przekona, pozostaną na swoich pozycjach. To nie dla nich to widowisko.
Dlatego liczyć się będzie przede wszystkim wrażenie. Bo to jest telewizja i rządzi się swoją logiką. A prawda o niej jest banalna - mniej się liczy to, co mówisz, niż to, jak mówisz i
wyglądasz. Kto kogo ogra i wypadnie bardziej przekonująco, będzie bardziej wiarygodny i zatriumfuje w sondażach. A potem może i w wyborach.
Show must go on!





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!