Ostre spięcie po debacie
Emocje towarzyszące wczorajszej debacie nie zakończyły się wraz z końcem pojedynku Kaczyński - Tusk. Tuż po tym, jak zgasły kamery telewizyjne, doszło do ostrego zgrzytu między sztabowcami PiS i PO. Poszło o zachowanie publiczności. Zaraz po debacie do sztabowców PO podbiegł Tomasz Dudziński. "Wasza publiczność była taka jak cała wasza agresywna kampania. Można skwitować ją jednym słowem, którego nie powiem" - zaatakował.
- Pełny zapis debaty wyborczej
- Dziadziuś Jaruś czy kumple z piaskownicy?
- Zaremba: Tym razem remis z mocnym wskazaniem na Tuska
- Szczygło: Publiczność Tuska jak kibole
- Tusk pokonał Kaczyńskiego
- Tusk: Nikczemnicy z PiS plugawią wszystko, co ważne
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
To, czego nie powiedział, można było usłyszeć od jego zauszników stojących z tyłu. "Hołota! Hołota!" - powtarzali. Sztabowcy PO zareagowali tylko ironicznym uśmieszkiem.
"Rozumiem pana Dudzińskiego. Był zdenerwowany, bo jego szef przegrał" - odpowiedział nie bez satysfakcji Maciej Grabowski ze sztabu PO.
Ale za publiczność dostało się też przy wyjściu samemu szefowi PO. "Pana publiczność zachowywała się bardzo głośno" - zaczepiła szefa PO jedna z sympatyczek. Tusk
uśmiechnął się. "Przepraszam, jeśli dla pani było za głośno" - odpowiedział, ściskając rękę kobiety.
Ustalenie między sztabami było jednak jasne: sympatycy sprowadzeni przez obie partie mogą jedynie kibicować swoim faworytom. Było inaczej. Z jednej i drugiej strony rzucane były przytyki pod
adresem rywali. "Samoobrona!" - wytykali sympatycy PO Kaczyńskiemu. "Na kolanach!" - odpowiadała publiczność PiS, kiedy Tusk był pytany o politykę
zagraniczną Polski wobec Niemiec. Ale nie ulega wątpliwości, że to z ław Platformy słychać było więcej buczenia pod adresem Kaczyńskiego.
"Rzeczywiście, publiczność PO wbrew ustaleniom, reagując bardzo żywo, a czasami agresywnie, zirytowała premiera. To spotęgowało wrażenie jego porażki" - mówi politolog dr
Marek Migalski. Ale też trudno oprzeć się wrażeniu, że Tusk był lepiej przygotowany do debaty. Miał w pamięci dużo danych, jak choćby wtedy, gdy domagał się od Kaczyńskiego informacji,
ile zarabia pielęgniarka po dwudziestu latach pracy.
W sumie jednak w debacie padło bardzo niewiele konkretów. Obaj polemiści skupiali się na przytykach i szukaniu dla siebie złośliwych określeń. "Donaldusiu" - nazwał w
pewnej chwili Tuska premier. "Tatarzyn" - odpowiedział mu Tusk.
Debatę prowadzili ci sami dziennikarze co podczas spotkania Kaczyński - Kwaśniewski: Joanna Wrześniewska-Zygier z TV Biznes, Monika Olejnik, publicystka Radia ZET i TVN 24, oraz Krzysztof
Skowroński, szef radiowej "Trójki". Jednak tym razem prowadzący starali się wyraźnie ograniczać swoje role. Pytania były dużo krótsze. Ale i gęstsze, co utrudniało
wymianę zdań. Ciągłe gongi uniemożliwiały obu politykom rozwinięcie myśli. Ale Tusk był bardziej zdyscyplinowany, mówił szybciej, sprawnie rzucał hasła. To dawało mu punkty. Kaczyński
kilka razy w ogóle nie zdążył dokończyć wątku.
Tuż po debacie premier ogłosił, że czuje się zwycięzcą, a lider PO nie miał - jego zdaniem - nic do powiedzenia. Według Tuska było dokładnie odwrotnie: "Wygrała Polska naszych marzeń" - stwierdził patetycznie. Ale to właśnie jemu większość przeprowadzonych na gorąco sondaży dała co najmniej dwukrotnie więcej wskazań.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!