Dziennik.plPolityka

Niedziela, 27 maja 2012

Imieniny: Jana, Juliusza, Radowita

Sawicka żali się, że CBA chce ją zabić

2007-11-12 | Ostatnia aktualizacja: 15:14 | Komentarze: 0 | skomentuj

Oskarżona o wzięcie łapówki była posłanka PO ma załamanie nerwowe. Tuż po utracie mandatu poselskiego i immunitetu Beata Sawicka spędziła kilkadziesiąt godzin z dziennikarką "Newsweeka". Zanim do prokuratury zabrało ją CBA, cały czas szlochała. Miała obsesję, że wszędzie są podsłuchy. "Mogę teraz strzelić sobie w głowę, wziąć truciznę, cokolwiek!" - płakała była posłanka, gdy funkcjonariusze pozwolili jej wejść do łazienki.

Pogoda

POLSKA

Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady: śladowe opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Sawicka nie dość, że sama ma obsesje, to na dodatek zaraziła nimi swoją rodzinę. Dziennikarka "Newsweeka" Violetta Ozminkowski widziała to na własne oczy. Razem z Sawicką odwiedziła dom jej matki. Ta kazała wyjąć dziennikarce baterię z komórki i dała sygnał na migi, że w domu są podsłuchy. Na pożegnanie matka Sawickiej powiedziała do dziennikarki: "Dziękuję sąsiadko, że pani nas odwiedziła, dawno pani u nas nie było".

Fobie Sawickiej są jeszcze bardziej wyraziste. Zanim zdecydowała się opowiedzieć dziennikarce swoją wersję wydarzeń, kilka razy zażyczyła sobie, by zmienić hotel. W końcu gdy wybrała odpowiedni, odkręciła w pokoju krany i włączyła telewizor. Kobiety rozmawiały szeptem do rana. Cały czas siedząc w kucki w hotelowej łazience.

Cała historia wydarzyła się w Poznaniu. Sawicka przyjechała tam na początku listopada w towarzystwie męża i dziennikarki "Newsweeka", by złożyć zeznania w prokuraturze. To właśnie w hotelu w Poznaniu Sawicką zatrzymali funkcjonariusze CBA, by eskortować ją do prokuratury.

"I po co oni to robią, po co?!" - krzyczał Zbigniew Sawicki, mąż byłej posłanki. "Przecież wiedzieli, że przyjechaliśmy specjalnie do Poznania, żeby stawić się w prokuraturze. Śledziły nas trzy samochody wczoraj w drodze z Jeleniej Góry. Wiedzieli, gdzie się zatrzymaliśmy. Wiedzieli o nas wszystko. Wiedzieli, że czekamy tylko na panią mecenas i za kilka minut ruszamy do prokuratury. Dlaczego?" - relacjonuje w "Newsweeku".

Funkcjonariusze pozwolili Sawickiej i Oziminkowski wejść samym do łazienki. Tam była posłanka zadzwoniła do swojego adwokata, po czym oddała dziennikarce telefon. "Im zależy na mojej śmierci" - powiedziała jeszcze przed wyjściem Sawicka i wybuchnęła spazmatycznym szlochem. "Mogę teraz strzelić sobie w głowę, wziąć truciznę, cokolwiek!".
Źródło: dziennik.pl

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Wiadomości Polityczne

    «