Sawicka żali się, że CBA chce ją zabić
Oskarżona o wzięcie łapówki była posłanka PO ma załamanie nerwowe. Tuż po utracie mandatu poselskiego i immunitetu Beata Sawicka spędziła kilkadziesiąt godzin z dziennikarką "Newsweeka". Zanim do prokuratury zabrało ją CBA, cały czas szlochała. Miała obsesję, że wszędzie są podsłuchy. "Mogę teraz strzelić sobie w głowę, wziąć truciznę, cokolwiek!" - płakała była posłanka, gdy funkcjonariusze pozwolili jej wejść do łazienki.
- Sawicka: Nie ukrywam się przed prokuratorem
- Beata Sawicka usłyszała dwa zarzuty
- Prokurator chce zamknąć Sawicką w areszcie
- Sawicka była odwróconą agentką CBA?
- Beata Sawicka oskarżona o korupcję
- Sawicka potwierdza, ale się nie przyznaje
- Była posłanka Platformy nie trafi za kratki
- Sawicka musi zapłacić 300 tysięcy złotych za wolność
- Jak Sawicką zdradził ukochany z CBA
- Sawicka chciała pogrążyć kolegów z PO?
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Fobie Sawickiej są jeszcze bardziej wyraziste. Zanim zdecydowała się opowiedzieć dziennikarce swoją wersję wydarzeń, kilka razy zażyczyła sobie, by zmienić hotel. W końcu gdy wybrała odpowiedni, odkręciła w pokoju krany i włączyła telewizor. Kobiety rozmawiały szeptem do rana. Cały czas siedząc w kucki w hotelowej łazience.
Cała historia wydarzyła się w Poznaniu. Sawicka przyjechała tam na początku listopada w towarzystwie męża i dziennikarki "Newsweeka", by złożyć zeznania w prokuraturze. To właśnie w hotelu w Poznaniu Sawicką zatrzymali funkcjonariusze CBA, by eskortować ją do prokuratury.
"I po co oni to robią, po co?!" - krzyczał Zbigniew Sawicki, mąż byłej posłanki. "Przecież wiedzieli, że przyjechaliśmy specjalnie do Poznania, żeby stawić się w prokuraturze. Śledziły nas trzy samochody wczoraj w drodze z Jeleniej Góry. Wiedzieli, gdzie się zatrzymaliśmy. Wiedzieli o nas wszystko. Wiedzieli, że czekamy tylko na panią mecenas i za kilka minut ruszamy do prokuratury. Dlaczego?" - relacjonuje w "Newsweeku".
Funkcjonariusze pozwolili Sawickiej i Oziminkowski wejść samym do łazienki. Tam była posłanka zadzwoniła do swojego adwokata, po czym oddała dziennikarce telefon. "Im zależy na mojej śmierci" - powiedziała jeszcze przed wyjściem Sawicka i wybuchnęła spazmatycznym szlochem. "Mogę teraz strzelić sobie w głowę, wziąć truciznę, cokolwiek!".





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!