Dorn nie wyściubił nosa z domu
Gdy Jarosław Kaczyński przemawiał w sobotę na kongresie Prawa i Sprawiedliwości, Ludwik Dorn pogrążał się w depresji - pisze "Fakt". Na cały dzień zaszył się w domu. I tylko żonę wysłał rano po zakupy.
- Dorn: Kaczyński nas pomówił
- Ostatnia szansa zbuntowanych wiceprezesów
- Schetyna: PiS wyląduje na politycznym marginesie
- I po buncie: Dorn zostaje w PiS
- Polaczek odchodzi z PiS
- Dorn donosi sam na siebie
- Dorn: Zacisnę zęby i zniosę upokorzenia
- Kaczyński: Rozmawiałem z Dornem. Nie było łatwo
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Na sobotnim kongresie zetrzeć miały się ze sobą dwie wizje działalności PiS: rządy twardej ręki prezesa Kaczyńskiego i propozycja demokratycznego podejmowania decyzji, autorstwa zbuntowanych wiceprezesów: Ludwika Dorna, Kazimierza Ujazdowskiego i Pawła Zalewskiego - czytamy w "Fakcie".
Zawieszeni przez Kaczyńskiego buntownicy nie pojawili się jednak na kongresie. A prezesa poparło blisko 90 procent delegatów. Ludwik Dorn musiał to ciężko przeżyć. Przez całą sobotę nie wystawił nosa z domu. Nawet na zakupy, które zwykle robił on, tym razem pojechała żona - zauważył "Fakt".
Pewny siebie Jarosław Kaczyński zapowiedział jednak, że wyciągnie rękę do buntowników. Jeżeli wykażą skruchę, będą mogli wrócić pod skrzydła prezesa. Ciekawe, czy Dorn opuści teraz swą samotnię - zastanawia się bulwarówka.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!