Tusk chce zmienić konstytucję, ale nie wie jak
Rozpocznijmy debatę nad zmianą konstytucji pod hasłem: kto ma mieć więcej władzy - prezydent czy premier? - zaproponował przed wczorajszym spotkaniem z Lechem Kaczyńskim szef rządu Donald Tusk. Poważna oferta czy może tylko taktyczne zagranie - zastanawia się DZIENNIK.
- Szorstka wrogość między premierem a prezydentem
- Szanse demokracji
- PO: Posłowie mogą wybierać prezydenta
- Polska ma dobry model ustrojowy
- Kaczyński: Chętnie będę gajowym
- Kamiński: Kwaśniewskiemu wolno było więcej
- "Nie muszę kochać się z prezydentem"
- POwolutku zmienią konstytucję
- Platforma nie wpuści Leppera do Sejmu
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 25°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Politycy PO przyznają, że za propozycją nie stoją żadne konkretne prace: ani w PO, ani w samym rządzie. Wiadomo też, że w tym parlamencie nie ma szans na kompromis w tej sprawie. Dzięki takiej ofercie premier jednak pokazał się jako polityk, który nie ogranicza się do bieżącego zarządzania, ale myśli długofalowo. A co do tego, że debata nad relacjami premier - prezydent jest niezbędna, nikt dziś nie ma wątpliwości.
Problem w tym, że Tusk, deklarując w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" chęć zmiany konstytucji, nie zaproponował żadnego kierunku zmian. Konstytucjonaliści są zdziwieni. "Premier mówi: rozstrzygajmy w drodze wyborów, kto ma mieć większość władzy: premier czy prezydent. Ma się więc co jakiś czas zmieniać ustrój w Polsce? Raz ma być parlamentarno-gabinetowy, a innym razem prezydencki? Premier powinien przedstawić jasną propozycję" - uważa prof. Piotr Winczorek.
"Pan premier nie ma zdecydowanego zdania, w którą stronę mają iść zmiany" - przyznaje minister z kancelarii premiera Rafał Grupiński. I tłumaczy intencje "To efekt tego, czego doświadczyliśmy jako ekipa rządząca, kiedy okazało się, że prezydent jest w istocie ambasadorem opozycji i zapowiada wetowanie ustaw, których jeszcze nie przeczytał. Za tą propozycją nie ma żadnego planu politycznego, dlatego premier otwiera dyskusję" - mówi minister.
To, że planu nie ma, może dziwić. Platforma przed przegranymi wyborami parlamentarnymi w 2005 r. mocno odpowiadała się za systemem kanclerskim. Dziś politycy PO nabrali wody w usta. "Jeśli mamy przystąpić do prac nad konstytucją, to wszystkie strony powinny odrzucić założenia wyjściowe. To by oznaczało, że można rozważać też wariant prezydencki" - mówi wiceszef klubu PO Jarosław Gowin.
"Bo tak naprawdę nie chodzi o prace, ta propozycja to zwykła wrzutka Tuska na 100 dni rządu" - kontruje opozycja. "To temat zastępczy, który ma przesłonić nieumiejętność rządzenia przez Donalda Tuska" - oburza się szef klubu PiS Przemysław Gosiewski. Prezydencki minister Michał Kamiński podobnie widzi sprawę. "Przez cały wywiad w >Gazecie< premier w tonie agresywnym wobec prezydenta dowodzi, że nie może zrealizować programu, bo mu prezydent przeszkadza. Prawda jest taka, że woli o wszystkim rozmawiać, nawet o zmianach w konstytucji, byle nie o działaniach własnego rządu" - atakuje Kamiński. "My mamy naprawdę jeszcze kilka pomysłów na wrzutkę, nie musimy akurat robić ich z takiej sprawy" - odpowiada Grupiński.
Nie ulega jednak wątpliwości, że propozycja Tuska stawia PiS w trudnej sytuacji. Jako opozycja musi ją krytykować, choć wcześniej samo PiS postulowało zmiany w konstytucji. "Albo się liczy dobro państwa, albo liczy się taktyka polityczna. Jeśli politycy PiS mówią, że od lat chcą zmieniać konstytucję, to premier wyciągnął rękę do współpracy" - stawia sprawę Gowin.
Odpowiedź jest wymijająca. "PiS nie jest zainteresowane dyskusją nad wycinkową zmianą konstytucji. Mamy własny projekt" - mówi Gosiewski. Problem w tym, że PiS też zmienia zdanie: przed wyborami prezydenckimi Jarosław Kaczyński sam opowiadał się za ograniczeniem roli prezydenta.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!