Politycy na wycieczce w bazie wojskowej
W wojskowej bazie "Echo" w Diwaniji spędzała czas przez dziesięć dni grupa lokalnych polityków Platformy Obywatelskiej. Urzędnicy i samorządowcy zawieźli warte 30 tysięcy złotych dary dla tamtejszych dzieci. Jednak koszty wyprawy przewyższyły wartość tej pomocy - oburza się "Fakt".
- PiS powitał samorządowych "turystów Tuska"
- USA wyda na wojny dwa budżety Polski
- PiS: Lotem premiera najadłoby się 150 tysięcy dzieci
- Zaczynamy odwrót z Iraku
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Cel wyprawy do Iraku był szczytny. Bo państwowy samolot zawiózł zebrane w gminie Dobra Szczecińska dary dla irackich dzieci, m.in. koce, przybory szkolne. Jednak "Fakt" pyta, dlaczego te dary eskortowało aż 13 urzędników i samorządowców?
Przewodniczący sejmiku zachodniopomorskiego Michał Łuczak, przewodniczący rady miasta Szczecin Bazyli Baran, prezydent Koszalina Mirosław Mikietyński, burmistrz Trzebiatowa Sławomir Ruszkowski, wojewoda Marcin Zydorowicz i wielu pomniejszych urzędników - wszyscy za każdy dzień spędzony w Iraku otrzymali po 60 dolarów diety - wylicza bulwarówka.
"Jeżeli mnie zaprasza dowódca międzynarodowej dywizji, to muszę jechać. Niezależnie od tego, co będę tam robić. Zaproszenie oznacza, że ja mu tam jestem do czegoś potrzebny" - broni się Sławomir Ruszkowski, burmistrz Trzebiatowa, jeden z uczestników wyprawy.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!