"Nie sądzę, by Marcinkiewicz zmyślał"
Kazimierz Marcinkiewicz jest osobą wiarygodną. Skala poparcia pokazuje, że wierzy mu także społeczeństwo. Nie bardzo mogę sobie wyobrazić, żeby miał zmyślać. Ale to moje indywidualne odczucia - mówi DZIENNIKOWI minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski. I dodaje, że jeśli Lech Kaczyński faktycznie kazał podsłuchiwać Marcinkiewicza, to mógł złamać prawo.
- PiS: Żale Marcinkiewicza są żałosne
- Były premier łagodzi swoje zarzuty
- Marcinkiewicz: Wygadałem się
- Były premier: Prezydent kazał mnie podsłuchiwać
- "Aferę Marcinkiewicza" prześwietli prokurator
- Gowin: Nie sądzę, by Marcinkiewicz zmyślał
- Marcinkiewicz podsłuchiwany, ale legalnie?
- Kamiński: To wyssana z palca sprawa
- Marcinkiewicz nie chce wykrywacza kłamstw
- Marcinkiewicz: Mam nadzieję, że Kaczyński przegra wybory
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Anna Marszałek: Kazimierz Marcinkiewicz powiedział DZIENNIKOWI, że Lech Kaczyński jeszcze jako prezydent elekt nakłaniał szefa ABW do zbierania na niego materiałów. Czy doszło do
przestępstwa?
Zbigniew Ćwiąkalski: Gdyby tak było, jak przedstawia to były premier, to mogło dojść do złamania prawa. W grę wchodzi "podżeganie do przestępstwa" albo nawet
"przekroczenie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego". Najważniejsze są fakty, a ich ustaleniem zajmie się Prokuratura Krajowa. Ma 30 dni na czynności sprawdzające. Po
ich zakończeniu zdecyduje, czy są podstawy do wszczęcia śledztwa.
Od czego śledczy zaczną sprawdzanie faktów?
Od przesłuchania Kazimierza Marcinkiewicza. Na razie jednak najważniejsza osoba, która według byłego premiera była uczestnikiem tej rozmowy, kategorycznie zaprzecza. Witold Marczuk, były szef
ABW, twierdzi przecież, że prezydent do niczego takiego go nie namawiał. Oskarżenia byłego premiera są jednak poważne i nie można ich zlekceważyć.
W wywiadzie dla DZIENNIKA były premier mówi także o innych świadkach - urzędniku swojej kancelarii, który miał słyszeć te informacje od Marczuka, oraz człowieku z Kancelarii
Prezydenta.
Wszystkie osoby, których nazwiska premier poda, będą przesłuchane. Żeby odtworzyć sferę faktograficzną, trzeba jednak będzie przeprowadzić żmudne ustalenia. Nie złapano przecież nikogo
na gorącym uczynku. Na razie mamy słowo przeciwko słowu.
Były premier powołuje się też na notatkę, w której Marczuk miał informować o propozycji Lecha Kaczyńskiego.
Oczywiście, prokuratura będzie próbowała znaleźć ten dokument. Wystąpi do wszystkich instytucji, w których mógł się znajdować. Ponieważ pan Marczuk był szefem ABW, to trzeba będzie
zacząć od Agencji.
Oraz od kancelarii premiera i MSWiA...
Z całą pewnością. Trzeba będzie szukać wszędzie tam, gdzie notatka mogła się znaleźć w oryginale albo kopii. Prokurator prowadzący zdecyduje, do kogo się zwrócić. Przecież pan Marczuk
nie mógł wziąć tego dokumentu do kieszeni i trzymać w domu.
A co będzie, jeżeli uczestnicy tych rozmów będą się tłumaczyć, że to była niezobowiązująca, prywatna rozmowa? Czy to zmienia ocenę prawną zdarzenia?
Nie chcę się na ten temat wypowiadać, bo za chwilę mi ktoś zarzuci, że sugeruję, w jakim kierunku ma być prowadzone postępowanie.
Czy według pana były premier może kłamać?
Kazimierz Marcinkiewicz jest osobą wiarygodną. Skala poparcia pokazuje, że wierzy mu także społeczeństwo. Nie bardzo mogę sobie wyobrazić, żeby miał zmyślać. Ale to moje indywidualne
odczucia.
Czy powinna się tym równolegle zajmować komisja śledcza?
Nie sądzę. Komisje mają swoje role, ale przecenia się ich możliwości. Zresztą sama komisja śledcza bez prokuratury nie jest w stanie zbyt wiele ustalić. Nie ma np. możliwości zrobienia
przeszukania czy przeprowadzenia innych dowodów. Uważam, że wystarczy prokuratura.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!