Śledczy sprawdzą, czy Marcinkiewicz mówił prawdę
Prokuratura zajmie się sprawą rzekomego zlecenia podsłuchiwania Kazimierza Marcinkiewicza. "Zostanie wszczęte postępowanie sprawdzające" - zdecydowała Prokuratura Krajowa. Jak wyznał w rozmowie z DZIENNIKIEM były premier, prezydent Lech Kaczyński zlecił w grudniu 2005 roku założenie mu podsłuchu.
- Marcinkiewicz: Mam nadzieję, że Kaczyński przegra wybory
- Były premier łagodzi swoje zarzuty
- Kamiński: To wyssana z palca sprawa
- Były premier: Prezydent kazał mnie podsłuchiwać
- Marcinkiewicz odszedł, bo nie bronił Kaczyńskiego
- ABW wciąż wali w drzwi o szóstej rano
- Platforma odsyła Marcinkiewicza za granicę
- Marcinkiewicz podsłuchiwany, ale legalnie?
- Marcinkiewicz skończył na samozatrudnieniu
- Marcinkiewicz nie chce wykrywacza kłamstw
- PiS: Żale Marcinkiewicza są żałosne
- Marcinkiewicz: Wygadałem się
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Sprawą zajmie się Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Ma sprawdzić, czy są podstawy do rozpoczęcia śledztwa. Zapowiedziało to oficjalnie Ministerstwo Sprawiedliwości.
"W grudniu 2005 r., gdy byłem premierem, prezydent elekt polecił szefowi ABW zbierać informacje na mój temat i założyć mi podsłuch" - powiedział w autoryzowanym wywiadzie dla DZIENNIKA Marcinkiewicz. Dlaczego Kaczyński miałby zlecać działania niezgodne z prawem? "Chciał, żeby szefem rządu był jego brat, a nie ja" - twierdzi były premier.
Wypowiedź ta wywołała burzę. Dawni partyjni koledzy z Prawa i Sprawiedliwości nie zostawili suchej nitki na byłym premierze. "Nie ma nic bardziej śmiesznego i żałosnego, niż żale byłego kuratora z Gorzowa Wielkopolskiego" - ocenił zarzuty Marcinkiewicza Joachim Brudziński z PiS. Prezydencki minister, Michał Kamiński nazwał wyznanie byłego premiera "wyssaną z palca sprawą".
"Prezydent nigdy nie namawiał mnie do łamania prawa" - stwierdził ówczesny szef ABW, generał Witold Marczuk. I zdecydowanie zaprzeczył, jakoby prezydent zlecił mu założenie podsłuchu Marcinkiewiczowi.
Kilkanaście godzin później, w sobotę wieczorem, Marcinkiewicz złagodził oskarżenia wobec prezydenta. "To nie było zlecenie podsłuchiwania, a tylko przyjacielska rozmowa prezydenta z szefem ABW" - tłumaczył. Mimo złagodzenie wydźwięku swoich słów, były premier podtrzymał swoje zarzuty. "Te informacje potwierdził mi mój minister i minister w Kancelarii Prezydenta" - stwierdził Marcinkiewicz. I dodał, że jeśli będzie trzeba, podda się badaniu wykrywaczem kłamstw.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!