Zamieszanie wywołała bezpłatna gazeta "Metro", która zacytowała Piterę: "Nie będziemy tego publikować. Odechciało mi się. Po analizie rządowych kart kredytowych obraz jest tak żałosny i straszny, że nie chcę nim straszyć". I dodała, że robi to w interesie państwa.

To były zaskakujące słowa, bo to właśnie minister wpadła na pomysł zrobienia takiego raportu i publicznego ujawnienia - jak to sama nazwała - „bizantyjskich zwyczajów” byłych ministrów.

Opozycja przystąpiła zaraz do ataku. "Myślę, że jej misja dobiega końca, kompromituje siebie i Tuska" - mówi Adam Hofman z PiS. I dodaje: "Pitera jest nieprofesjonalna. Coś wymyśli, coś powie, później okazuje się, że to funta kłaków warte".

Padły też sugestie, że Pitera raportu nie ujawni, by nie skompromitować własnego rządowego kolegi - Radosława Sikorskiego. "W kuluarach krąży plotka, w żaden sposób niepotwierdzona, że najwięcej ze służbowej karty wydał były minister w rządzie PiS, który jest obecnie członkiem rządu PO" - mówił Joachim Brudziński (PiS).

Co na to Pitera. Zwaliła winę na dziennikarzy. Minister tłumaczyła, że jej słowa zostały wyrwane z kontekstu. Zapewniała też, że nazwisko Sikorskiego w raporcie nie pada.

W obronie Pitery stanęli politycy PO. "Raport wcale nie jest najważniejszy. Najważniejsze, żeby pani minister opracowała jasne zasady, które określą, jak ze służbowych kart należy korzystać" - mówi DZIENNIKOWI poseł PO Paweł Graś.

Głos w tej sprawie zabrał też szef gabinetu premiera. "Raport ma charakter wewnętrzny, ale rozważymy możliwość jego publikacji. Chcielibyśmy uniknąć zarzutu, że jest to wendeta polityczna na poprzednikach" - mówił wczoraj Sławomir Nowak.

p

Pitera: W raporcie nie ma Sikorskiego

Kamila Wronowska: Dlaczego mówiła pani, że nie chce opublikować raportu dotyczącego wydatków poprzedniej ekipy rządzącej?
Julia Pitera*: Ja nie powiedziałam, że nie chcę. Takie są skutki, jak jakaś gazeta publikuje pół zdania z całej wypowiedzi. Powiedziałam, że odechciewa mi się publikacji raportu z powodu deprecjonowania jego znaczenia. Jest jeszcze jeden powód. Odechciało mi się, gdy zobaczyłam, do czego używali ministrowie publicznych pieniędzy. Po prostu zaczęłam się zastanawiać, czy warto to ujawniać - w trosce o reputację władzy w Polsce.

Ale chyba po to robiła pani ten raport, żeby pokazać, na co szły publiczne pieniądze.
Było mi po prostu przykro, kiedy zobaczyłam, do czego służyły karty kredytowe.

Nie spodziewała się pani tego?
Tego, że ktoś wódkę pije przy basenie w dużych ilościach i później zgłasza jako wydatki dyplomatyczne, nie spodziewałam się. Że ktoś składa oświadczenie, że wydał 200 zł, ale nie ma rachunku, i mimo to prosi, żeby mu te 200 zł oddać, nie spodziewałam się. Tak jak tego, że ktoś idzie i żąda zwrotu 10 zł za przejazd taksówką. Ale po tym, co zrobiło dzisiaj „Metro”, ja to opublikuję. Raport będzie z przykładami, ze szczegółami i nazwiskami ministrów, którzy to robili.

A może był inny powód, żeby raportu nie publikować? Pojawiły się głosy, że mógł się w nim znaleźć minister z waszego rządu Radosław Sikorski.
Nie. I nie ma to nic wspólnego z Radosławem Sikorskim. Owszem, taka plotka chodzi. Tym, którzy tak mówią, doradzałabym wstrzemięźliwość. W raporcie są za to bardziej cenione w PiS nazwiska.

Kto na przykład?
Zostawmy to. Będzie raport.

Kiedy zostanie opublikowany?
W poniedziałek wydałam polecenie przygotowania materiału do publikacji. Nie chcę wyznaczać dokładnego terminu.

Raport będzie w internecie?
Oczywiście.

Premier go widział?
Donald Tusk doskonale wie, co tam jest. Rozmawiałam z nim i pokazałam mu raport.

Jest za tym, by go publikować?
Oczywiście.

A znajdą się w nim informacje, na co wydają pieniądze obecni ministrowie?
Te informacje zostaną także upublicznione. Ale to będzie oddzielny dokument.

Ale czy będzie tam informacja, na co konkretny minister wydawał pieniądze?
W jakim dokładnie raport będzie układzie, nie wiem. Kiedy departament kontroli go przygotuje, ja go albo zaakceptuję, albo każę poprawić.

p

Julia Pitera jest ministrem ds. walki z korupcją w kancelarii premiera