Zarzutów Prawa i Sprawiedliwości do przewodniczącego komisji było bardzo dużo. Członkowie komisji z PiS - Jacek Kurski i Arkadiusz Mularczyk - na każdym posiedzeniu coś Czumie zarzucali. Raz to, że opozycja nie ma przedstawiciela w prezydium komisji, innym razem, że nie było dyskusji nad sprawą rekomendowania przez Jana Widackiego na eksperta byłego esbeka Jerzego Stachowicza, jeszcze innym - że komisja nie zareagowała po przeszukaniu przez ABW domu Piotra Bączka, członka komisji weryfikacyjnej WSI i asystenta Jacka Kurskiego.

Ale te zarzuty okazały się niewystarczające do odwołania Czumy. Wyniki głosowanie były dla PiS miażdżące. Za odwołaniem Andrzej Czumy zagłosowali tylko Kurski i Mularczyk. Pozostałych pięciu posłów z komisji było przeciwnych.

Jak tłumaczył Mularczyk, Czuma arbitralnie postanowił, iż w pierwszej kolejności komisja zajmie się sprawą Tomasza Lipca, a ona - zdaniem posła PiS - niczym się nie wyróżnia spośród innych.

"To wniosek skierowany do mediów, by kolejny raz mówić o sprawach będących obok komisji" - replikował Stanisław Chmielewski (PO). "Jaki wpływ na przeszukanie u pana Bączka, na to, że do komisji został rekomendowany pan Widacki czy pan Stachowicz na eksperta, miał pan przewodniczący Czuma?" - pytał natomiast Sebastian Karpiniuk (PO).

Sam Czuma tłumaczył, że chciał powołać któregoś posła PiS do prezydium. Ale zmienił zdanie, kiedy zobaczył, że po powołaniu komisji Kurski i Mularczyk zaczęli złorzeczyć. Uznał wtedy, że nie zależy im na wyjaśnieniu spraw nacisków politycznych na śledztwa.