"Pod tym względem stanowią dobraną parę z Kasią Piekarską, która też nie ma czasu, ale do płaczu i piastowania jest pierwsza" - dodaje złośliwie posłanka Sojuszu. Joanna Senyszyn uważa też, że z chwilą wyboru Napieralskiego na szefa SLD skończyła się w tej formacji wewnątrzpartyjna konkurencja, a nowy szef "bierze wszystko".

"Będzie Zapateralskim, Łukaszeralskim, Blairalskim, Putineralskim. Nie dwa, trzy czy cztery w jednym, ale wszystko. W nim jednym. Wash & go. Pytanie dokąd, pozostaje otwarte" - pisze Senyszyn. Jej zdaniem nowe władze partii wcale nie są wyraziste.

Po wyborach w partii większość komentatorów życia politycznego uważała, że teraz SLD pójdzie w kierunku konfrontacji z Kościołem. Sam Napieralski już zapowiedział, że jeśli SLD wygra kiedyś wybory, to Polska wypowie konkordat. O dziwo, według posłanki Senyszyn nowy lider nie pójdzie na żadną wojnę z kościołem, a wręcz przeciwnie.

"Nawet się nie zająknął, kiedy z kongresowych materiałów wyrzucono uchwałę o świeckości państwa. Już mu nie jest potrzebna. Nowy byt kształtuje mu nową, ekumeniczną świadomość. Będzie przewodniczącym wszystkich tolerancyjnych katolików, a jego partia będzie mniej sojuszem, mniej lewicowa i mniej demokratyczna. Chyba, że się opamięta. Tylko czy nowy dwór pozwoli?" - pyta na swoim blogu posłanka SLD.