Polska mierzy wysoko. Chce przez zacieśnienie współpracy między Unią a Ukrainą, Mołdawią, Gruzją, Armenią i Azerbejdżanem stopniowo stworzyć warunki dla przyjęcia niektórych z tych państw do Wspólnoty. I w ten sposób nie być już dłużej krajem frontowym Unii Europejskiej.

Niemcy do tej pory były jednak przeciwne takim zamiarom. W Berlinie obawiano się, że poszerzenie UE o biedne kraje wschodniej Europy doprowadzi do dezintegracji Unii i będzie zbyt dużym obciążeniem finansowym dla niemieckiego podatnika. Polscy dyplomaci nie tracą jednak nadziei, że w Gdańsku uda się rozwiać te obawy i doprowadzić do kompromisu. Mają nadzieję, że choć Angela Merkel nie przystanie oficjalnie na poszerzenie Unii, to przynajmniej zgodzi się na utworzenie strefy wolnego handlu z naszymi wschodnimi sąsiadami, wprowadzenie dla nich ułatwień wizowych i uruchomienie szeregu programów pomocowych. Taki manewr premiera, który wydatnie przybliża szanse Ukrainy na członkostwo w UE, już w minionym tygodniu udał się podczas wizyty w Warszawie innego czołowego polityka zjednoczonej Europy, prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego.

Niemniej ważne jest dla Tuska przekonanie Niemców do zgody na przyjęcie Ukrainy do NATO. Merkel tydzień po spotkaniu w Gdańsku leci do Kijowa, gdzie będzie rozmawiać w tej sprawie z ukraińskimi przywódcami. W kwietniu na szczycie NATO w Bukareszcie to Niemcy i Francuzi zablokowali przyznanie naszemu wschodniemu sąsiadowi planu przygotowań do członkostwa. Teraz jednak, mają nadzieję polscy dyplomaci, podejście Berlina zaczyna się zmieniać. W szczególności Niemcy coraz sceptyczniej odnoszą się do szans demokratyzacji reżimu w Rosji. I zaczynają mocniej stawiać na umocnienie niepodległości Ukrainy.

W tej sytuacji zagadnienia polsko-niemieckie przechodzą na plan dalszy. Jednym z nich, jak przyznaje DZIENNIKOWI pełnomocnik rządu ds. stosunków z Niemcami Władysław Bartoszewski, jest pomysł budowy w Gdańsku Muzeum II wojny światowej. Czy Niemcy się przyłączą do tej inicjatywy? Źródła dyplomatyczne w Berlinie podkreślają, że do tej pory za mało wiadomo o szczegółach polskiego pomysłu. A także o tym, czy w ogóle Polska chce, aby kanclerz Niemiec objęła patronat nad tym projektem. Wszystko ma się wyjaśnić właśnie w Gdańsku.

Aby załatwić tak trudne sprawy, Tusk wybrał Trójmiasto nieprzypadkowo. To sygnał, że Gdańsk, w którym 69 lat temu wybuchła II wojna światowa, nie dzieli już Polaków i Niemców. Więcej, premier zaprosił kanclerz do swojego rodzinnego miasta, aby pokazać, że po okresie chłodu stosunki między przywódcami obu krajów nie tylko się ocieplają, ale nabierają wręcz osobistego charakteru. To właśnie dlatego Donald Tusk, autor albumu o historii Gdańska, chce osobiście oprowadzić Angelę Merkel po bałtyckiej metropolii. "Polski premier bardzo nalegał, aby na ten punkt programu zarezerwować szczególnie dużo czasu" - mówi DZIENNIKOWI niemiecki dyplomata.

Tusk poprowadzi Merkel z Dworu Artusa przez Zieloną Bramę do nabrzeża Motławy, a dalej wzdłuż rzeki aż do uliczek Starego Miasta, które wiodą do Bazyliki Mariackiej. "Wszystko na tej trasie się błyszczy. Jesteśmy tak samo zmobilizowani jak przed rokiem, gdy w Gdańsku lądował prezydent Bush" – mówi DZIENNIKOWI Maria Opinc-Bennich, rzeczniczka wojewody pomorskiego.