Czy to możliwe, żeby ogromna willa o powierzchni 250 metrów kwadratowych, stojąca na rozległej działce, kosztowała 200 tys. zł - pyta "Fakt"? Tymczasem, według ministra rolnictwa Marka Sawickiego, do którego należy posiadłość, tyle właśnie jest ona warta. A przynajmniej taką kwotę wpisał w swoim oświadczeniu majątkowym.

"Orientracyjna cena takiego domu w tej okolicy to 550-650 tysięcy zł" - mówi "Faktowi" Marcin Jańczuk z firmy Polanowscy Nieruchomości w Warszawie.

Poseł Socjaldemokracji Polskiej Marek Borowski też najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy z tego, ile jest warte jego luksusowe lokum o powierzchni ponad 120 metrów kwadratowych położone w jednej z droższych dzielnic Warszawy - zauważa bulwarówka. W oświadczeniu wycenił je na 600 tys. zł. Ale to, zdaniem ekspertów rynku nieruchomości, o połowę za mało.

"Ta wartość również jest okazyjna. Orientacyjna cena mieszkania o podobnym metrażu i w tej lokalizacji to 1-1,2 mln zł" - uważa Jańczuk.

Co gorsza, Sawicki czy Borowski to nie jedyni politycy, którzy podali niższą wartość swoich nieruchomości niż ta, którą podają eksperci rynku. Na przykład nowy szef SLD Grzegorz Napieralski wyliczył swoje 62-metrowe mieszkanie w Szczecinie na zaledwie 200 tys. zł. Wystarczy wejść do pierwszego lepszego biura nieruchomości, aby przekonać się, że ceny podobnych mieszkań w tym mieście stanowczo przekraczają 300 tys. zł. Natomiast na około pół miliona eksperci wyceniają 75-metrowe lokum Tadeusza Cymańskiego z PiS - wylicza "Fakt". Tymczasem poseł - zaznaczając, że to szacunek własny - podał, że jest ono warte 150-200 tys. zł.

Politycy naprawdę nie znają realnej wartości swoich domów i mieszkań? W oświadczeniach majątkowych nie ma jednoznacznej odpowiedzi, niektórzy tłumaczą jedynie, że wpisali wyceny sprzed kilku lat - zauważa bulwarówka.

Pozostaje tylko poczekać, aż parlamentarzyści zaczną sprzedawać swoje majątki. "Fakt" przekonuje, że ustawi się po nie ogromna kolejka zainteresowanych kupnem. Oczywiście pod warunkiem, że wtedy nie zmienią zdania i nie podniosą ceny...