Borusewicz: On chce, by "najwięksi" do niego dzwonili
Przeciwnicy prezydenta sięgają po coraz bardziej kontrowersyjne argumenty, które mają go nałonić, by podpisał traktat z Lizbony. Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz właśnie obwieścił, że Lech Kaczyński "wyostrzył" swoje stanowisko, by znaleźć się w centrum uwagi i dostawać telefony od "tych największych, najwyższych, od prezydentów i od premierów, bo na to się skarżył, że takich telefonów nie ma".
- Kaczyński: Bruksela nie ma prawa mnie oceniać
- Traktat jest martwy. Nie podpiszę go
- Kaczyński z traktatem podbił zagraniczne media
- Kwaśniewski: Europa uzna nas za egoistów
- Kaczyński swym uporem naraża pozycję Polski
- Prezydent: Rzadko się tymi numerkami posługuję
- Premier Tusk poucza prezydenta
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -14°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Prezydent znalazł się jakby na marginesie tej dyskusji, która dotyczy przyszłości traktatu. Chciał znaleźć się w centrum uwagi. Chciał też, żeby Polska znalazła się w centrum uwagi, ale to jest niedobry pomysł, żeby się znalazła w centrum (...) takiej uwagi" - tłumaczył marszałek Senatu w radiu TOK FM.
Zdaniem Borusewicza, gdybyśmy poddali traktat pod referendum w Polsce, "to jego zwolennicy by wygrali". "To na pewno byłoby ze szkodą dla PiS-u" - uważa polityk Platformy Obywatelskiej.

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!