>>> Przeczytaj fragmenty rządowych instrukcji

Cel instrukcji jest prosty. Wynika z nich, że w wystąpieniach w radiu i w telewizji politycy Platformy mają zajmować się głównie krytykowaniem prezydenta Lecha Kaczyńskiego i wychwalaniem Donalda Tuska. Gotowe tezy i propozycje wypowiedzi suflują im specjaliści od marketing.

PO prawie jak PiS

"Przekazy dnia", bo tak nazywają się instrukcje, powstają w departamencie komunikacji społecznej kancelarii premiera. Zespół PR-owców jest ważny - mieści się w pobliżu gabinetu premiera. Kim są autorzy "przekazów", które mają nadawać ton wypowiedziom PO? To kilka osób, które zdobywały marketingowe szlify w branży energetycznej czy w promocji produktów mlecznych, a nawet w firmach oponiarskich. Raz lub dwa razy dziennie produkują instrukcje. Chodzi o to, by politycy wiedzieli, co mają mówić reporterom.

W sumie DZIENNIK zdobył 20 "przekazów dnia" z okresu od 2 kwietnia do 18 czerwca. Sprawa jest wyraźnie sekretem Platformy. Dlaczego? Jeszcze niedawno szef klubu PO Zbigniew Chlebowski kpił z posłów PiS, że w rozmowach z mediami korzystają ze ściągawek. "W Platformie nie ma jednolitych wytycznych obowiązujących w monopartii i to jest zasadnicza różnica między PO a PiS" - wtórował mu poseł Sebastian Karpiniuk.

Dziś Chlebowski przyznaje, że na jego prośbę "przekazy" są wysyłane z rządu do klubu Platformy, aby mogli z nich korzystać posłowie. Samemu przewodniczącemu zresztą zdarza się mówić językiem zapisanym w instrukcjach. Chlebowski robił tak na przykład, gdy toczyła się dyskusja wokół dymisji wiceministra zdrowia Krzysztofa Grzegorka.

Z własnych ściągawek korzystają też posłowie PiS. Partia Kaczyńskich rozsyła SMS-y, w których są zalecenia, w jakim tonie udzielać komentarzy. Tu sytuacja jest jednak inna, bo PiS nigdy nie używało do tego zaplecza rządowego - ich posłom podpowiada biuro prasowe partii.

Dlaczego PO wykorzystuje kancelarię premiera? Jej szef Tomasz Arabski przyznaje, że "przekazy dnia" są wysyłane i do członków rządu, i na życzenie do klubu PO. Stara się jednak tłumaczyć, że nie są to instrukcje: "To wynik monitoringu mediów. Są to wybrane wypowiedzi i komentarze członków koalicji na najważniejsze tematy".

Cała sytuacja nie dziwi Eryka Mistewicza, eksperta od marketingu politycznego:

"Partie są dziś jak armie. Są generałowie i mięso armatnie. Ci drudzy muszą zaakceptować przekaz idący z góry. Stąd te instrukcje. Walka toczy się codziennie o nadawanie tonu w dyskusji" - mówi.

Od rządu do PO płyną kwity

"Pan wie, że dostajemy te kwity, czy pan pyta, czy je dostajemy?" - uśmiechał się poseł Waldy Dzikowski, kiedy spytaliśmy go w Sejmie o instrukcje. Gdy pokazaliśmy mu przykładowy "przekaz dnia" przyznał, że zna taki dokument. O pomoc w wybrnięciu z kłopotliwej sytuacji Dzikowski poprosił Edytę Mydłowską z parlamentarnego biura prasowego Platformy. Ta spoglądając na dokument, powiedziała: "Dostajemy to z rządu. Posłowie mogą się z tym zapoznać przed pójściem do radia czy telewizji. Skąd pan to ma? My się staramy tego nikomu nie dawać."

Mydłowska przekonywała, że opracowania te są pisane na potrzeby rządu i dostają je wszyscy ministrowie ekipy Tuska. Sprawdziliśmy. To nieprawda. Marek Sawicki, PSL-owski szef resortu rolnictwa: "Nie dostaję czegoś takiego. Codziennie z samego rana czytam gazety i sam wyrabiam sobie zdanie na temat wydarzeń". "Pierwszy raz widzę taki dokument" - mówi także szef ludowców w Sejmie Stanisław Żelichowski.

W zeszłym tygodniu powiedzieliśmy Zbigniewowi Chlebowskiemu, szefowi klubu PO, że mamy 20 propagandowych opracowań. Spytaliśmy go, czy to w porządku, że PR-owskie przekazy partii są przygotowywane w rządzie? "To nic dziwnego, klub parlamentarny jest bezpośrednim zapleczem rządu" -odparł.

Prawdą jest natomiast, że "przekazy dnia" trafiają do ministrów związanych z Platformą. "Dostaję te opracowania, ale raczej z nich nie korzystam. Sama czytam gazety i nie sięgam po takie podpórki" - mówi nam minister Julia Pitera.

"Nie można być specjalistą od wszystkiego"

Chętnie posługują się nimi niektórzy parlamentarzyści PO. Krzysztof Lisek, szef komisji spraw zagranicznych, nie widzi w tym nic złego. "Nie można być specjalistą od wszystkiego. Skądś trzeba czerpać informacje".

Widać, że poseł zagląda do "przekazów dnia". W 26 maja w instrukcji znalazło się zalecenie: "Doniesienia K. Marcinkiewicza (o tym, że Lech Kaczyński kazał go podsłuchiwać - przyp. red.), byłego premiera i do niedawna zaufanego człowieka braci Kaczyńskich, należy dokładnie wyjaśnić". Następnego dnia rano poseł Lisek był w radiowej "Jedynce". Trzy razy podkreślał, że tę sprawę należy wyjaśnić.

Instrukcja z 16 czerwca po rozmowach Merkel - Tusk: "Zakończyła się era lodowcowa pomiędzy naszymi narodami".

17 czerwca, poseł Sebastain Karpiniuk w "Sygnałach Dnia": "Skończyła się polityka lodowcowa w relacjach pomiędzy Polską a Niemcami".

W tej samej audycji polityk Platformy posługiwał się co do przecinka danymi makroekonomicznymi, które znaleźliśmy w przekazie z 13 czerwca.

"Nie znam żadnych przekazów. Korzystam tylko z materiałów, które dostaję z biura prasowego" - wyjaśnia Karpiniuk.

Na celowniku prezydent i szef NBP

W wielu "przekazach dnia" atakowany jest prezydent Kaczyński. Według zaleceń rządowych należy mówić, że "stoi on na czele frontu obrony skompromitowanych mediów publicznych" i że jego wypowiedzi są haniebne. Powinno się też podkreślać, że prezydent nie jest politykiem samodzielnym i wypełnia zadania postawione przez brata.

Dostaje się też Narodowemu Bankowi Polskiemu. Zalecana jest argumentacja, że prezes NBP to najbardziej niekompetentny szef tej instytucji od 1989 r. Co ciekawe, w "przekazach dnia" powstających w kancelarii premiera ostro traktowane jest CBA, które podlega szefowi rządu. "W CBA zatrudniono ludzi, na których ugrupowanie braci Kaczyńskich ma duży wpływ" - to sugerowana opinia rządu na temat CBA.