Rząd Tuska oszczędza na armii
Mniej pieniędzy na modernizację polskiej armii już być nie może. Rząd ustalił, że wydatki na ten cel będą na najniższym możliwym poziomie - tylko 20 procent całego budżetu resortu obrony. To zwrot akcji, bo w ostatnich latach rządy zwiększały te wydatki ponad ustawowe minimum.
- Rząd tnie finanse armii
- MON wyrzuca urzędników i kończy z poborem
- Przystojniacy w mundurach werbują do armii
- Zamiast poboru będą agencje reklamy
- Prezydent nie zniesie poboru przed 2012 r.
- Premier szuka sukcesów na rocznicę władzy
- Chcesz do armii? To kosztuje...
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Na dodatek rząd zdecydował o zmniejszeniu projektowanej armii zawodowej. Profesjonalnych żołnierzy miało być 150 tysięcy. Ale przy okazji przyjmowania programu profesjonalizacji armii rząd okreśłił liczbę żołnierzy na poziomie 120 tysięcy - pisze "Polska".
"Wszystko, co było przed ogłoszeniem programu rządowego, to były wstępne kalkulacje" - tłumaczył decyzję rządu wiceminister obrony Czesław Piątas. Ale nie wiadomo dlaczego zmniejszyła się planowana liczba żołnierzy.
Rząd zapewnił tylko, że 120 tysięcy żołnierzy i rezerwistów wystarczy do obrony naszego kraju. Poczyniono już takze pewne kalkulacje, mimo, że nie ma jeszcze decyzji ilu żołnierzy będzie w służbie czynnej, a ilu w rezerwie. A to istotne rozróżnienie, bowiem żołnierzom na etatach lub kontraktach wojskowych będą przysługiwać pensje i pakiety socjalne, np. na zakwaterowanie. Rezerwiści mają natomiast dostawać tylko od 300 do 500 zł. Będą to pieniądze za gotowość do służby. Dofinansowanie na zakwaterowanie przysługiwać im nie będzie.
Zawodowa armia ma zastąpić tę opartąna służbie czynnej i powszechnym poborze. Jednak na razie nie widać projektów ustaw o powszechnym obowiązku obrony, które pozwoliłyby zawiesić pobór.
Resort obrony zapewnia, że ustawy są w przygotowaniu, ale zapomina najwyraźniej o ścieżce legislacyjnej, która może być znacznie dłuższa niż pozostałe do końca roku cztery miesiące. Tym bardziej że ustawy może zawetować prezydent - pisze "Polska".





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!