Dziennik.plPolityka

Środa, 15 lutego 2012

Imieniny: Faustyna, Jowity, Georginy

Dlaczego biznesmen chciał nagrać Tuska

2008-08-17 | Ostatnia aktualizacja: 17:10 | Komentarze: 1 | skomentuj
Kogo jeszcze nagrał Sławomir Julke?

Kogo jeszcze nagrał Sławomir Julke? Fot. Adam WarzawaPAP / Inne

U kogo Sławomir Julke zdeponował nagrania rozmowy z prezydentem Sopotu Jackiem Karnowskim? Ile było tych taśm? Dlaczego najpierw nagrywał Donalda Tuska, a potem chciał to ukryć? - pyta DZIENNIK i zastanawia się, co ukrywają główni bohaterowie głośnego skandalu w nadmorskim kurorcie.

Pogoda

POLSKA

Środa 2012-02-15

temp. min -16°C max. 3°C
opady: umiarkowane opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Minął miesiąc od dnia, w którym agenci CBA wkroczyli do urzędu miasta w Sopocie i zatrzymali prezydenta. Efektów tej pracy ciągle nie widać. Bohaterowie afery – prezydent Jacek Karnowski (miał korumpować) i biznesmen Sławomir Julke (miał być korumpowany) zamilkli. Ich ustami stali się adwokaci i specjaliści od public relations.

Przypomnijmy, co o aferze wiadomo do tej pory z informacji zamieszczonych w mediach. Biznesmen i działacz PO Sławomir Julke chciał kupić od bogatego Włocha dom handlowy w centrum Sopotu. Jego przyjaciel i prezydent miasta (też z PO) Jacek Karnowski wysłał go do znanej kancelarii (przez bliskie związki z rodziną Lecha Kaczyńskiego zwaną prezydencką), która miała załatwić kredyt. Kancelaria nie pomogła, za to po cichu podesłała Włochowi klienta bogatszego niż Julke. Julke poczuł się oszukany, choć Włoch odprawił konkurencję. Uzbrojony w dyktafon Julke nagrał Karnowskiego w chwili, gdy ten żądał łapówki za załatwienie zgody na nadbudowę kamienicy w centrum Sopotu.

Po trzech miesiącach Julke zgłosił się do prokuratury. Cztery dni później, 12 lipca, o nagraniu poinformowała „Rzeczpospolita”.

Dziennikarz jako skrytka na taśmę

Chronologia wydarzeń wydaje się prosta: 29 marca Julke nagrywa Karnowskiego. Odczekuje z ujawnieniem nagrań, bo kończy dwa poważne interesy. 6 lipca informuje premiera Donalda Tuska o korupcyjnej propozycji. 7 lipca składa zawiadomienie w prokuraturze. Następnie przekazuje informacje o aferze „Rzeczpospolitej”.

Początek jest jednak bardziej skomplikowany. Julke wykonał bowiem kilka innych ruchów, które mącą tę chronologię. Z nagraniami zgłosił się nie tylko do reportera "Rzeczpospolitej”, ale także do dziennikarza gdańskiego oddziału "Gazety Wyborczej”. I obu poprosił o przechowanie nagrań. Nie wiemy, co na nich było - czy tylko rozmowa z 29 marca? Czy reporterzy wiedzieli o tym, że taśmy ma także konkurencyjna redakcja? Czy Julke brał pod uwagę to, że w gdańskim oddziale "Wyborczej” pracuje syn Donalda Tuska?

Sprawę ostatecznie ujawniła „Rzeczpospolita”.

Nagrałem Tuska, czyli nie nagrałem Tuska

Julke nie zdradził, że ma jeszcze jedno nagranie: z meczu z 6 lipca, na którym o sprawie informował Donalda Tuska. Redakcja "Rzeczpospolitej” dowiedziała się o tym nagraniu dopiero 14 lipca, a tego samego dnia dostała prawdopodobnie taśmę z nagraniem. "Jest nic nie warta, nic tam nie słychać" – mówi rozmówca DZIENNIKA z kręgów zbliżonych do prokuratury.

Po południu 14 lipca Julke niespodziewanie chciał się wycofać z informacji o taśmie. Miał panicznie żądać zatrzymania tekstu, twierdził wręcz, że nie nagrywał Tuska.

Od wybuchu afery w Sopocie toczy się wojna na dezinformację. Sławomir Julke nie pokazuje się na ulicy, podobnie Jacek Karnowski - wrócił do pracy, ale trudno go spotkać w mieście. Ale za kulisami żaden z nich nie zasypuje gruszek w popiele. Afera sopocka dla obu jest walką o życie. Oprócz adwokatów zaczęli korzystać z agentów PR. Julke – trójmiejskiego, Karnowski – warszawskiego. To Bogdan Szczesiak, którego poznał, gdy ten obsługiwał urząd miasta. Karnowski co chwila zwołuje konferencje prasowe, na których pojawia się w wersji dobrego gospodarza miasta. Wystąpił z PO.

Julke nie robi konferencji. Ale potrafi robić użytek z informacji. Gdy pytamy go o donos, który ktoś złożył na niego w prokuraturze, tylko wzrusza ramionami. Następnego dnia informacja o donosie pojawia się w gazetach.

Jak się robi zbitkę

Niektóre sensacyjne wątki, o których donosiły media, robią wrażenie, że od początku do końca wymyślili je PR-owcy. Tak stało się z wątkiem Fiwosa Fengarasa - byłego honorowego konsula Grecji w Sopocie. W pewnej chwili ludzie z otoczenia Karnowskiego i "kancelarii prezydenckiej” zaczęli sączyć informacje, że Julke, kupując dom handlowy Laura, miał wspólnika. Pojawiło się kilka nazwisk: samego Karnowskiego, Ryszarda H., przestępcy z wyrokami w Niemczech, i Fiwosa Fengarasa, byłego konsula, oskarżanego przez media o związki z gangiem pruszkowskim.

Wiarygodność Julkego najbardziej podważyłby wspólnik z kryminalnymi koneksjami. I taką informację powinny kupić media. Ostatecznie do prasy trafił wątek o rzekomych związkach Julkego z Fengarasem. Następnie nazwisko konsula pojawiło się w kontekście zabójstwa generała Papały. Zbitka Julke - przestępstwo została utrwalona.

Od wybuchu afery prokuratura dostała kilka donosów. Wszystkie uderzają w wiarygodność Julkego. Kto jest ich autorem? Tajemnicą poliszynela jest, że Karnowski do szukania haków na Julkego wynajął agencję detektywistyczną.

W gąszczu niejasności i motywów

Po miesiącu od wybuchu afery wciąż sporo jest w niej niewiadomych. Punkt po punkcie - czego do dziś nie wiemy?

• Ile razy Julke z Karnowskim rozmawiali jeszcze po nagraniu?

Obaj podają różne wersje. Według Julkego po nagraniu ich kontakty się skończyły. Według Karnowskiego rozmawiali jeszcze co najmniej kilkanaście razy. Nie wiadomo, czy Julke nagrywał te rozmowy.

• Dlaczego Włoch sprzedał Laurę taniej Julkemu, choć mógł drożej innym kontrahentom?

Włoch Gherardo Iannelli wyjechał z Polski. Nie udało nam się z nim porozmawiać. Julke twierdzi, że Włoch potraktował go jak syna, i dlatego sprzedał Laurę za ok. 13 mln zł, choć specjaliści wyceniali nieruchomość na znacznie więcej. "To mało prawdopodobne" = mówi jeden z sopockich adwokatów, który obsługiwał Laurę. "To byłaby transakcja charytatywna. Tu nic nie trzyma się kupy. Jeśli nawet Julke za Laurę zapłacił Włochowi pod stołem, to skąd miał kasę?"

• Po co Julke podszedł z dyktafonem do Tuska?

Motyw, dla którego Julke nagrał i ujawnił rozmowę z Karnowskim, jest niejasny. "Szlachetnych odruchów nie ma się trzy miesiące po sprawie" -uważa jeden z największych sopockich biznesmenów. "Julke skończył się w Trójmieście. Nikt z nim już nie zrobi interesów".

A motyw, dla którego Julke nagrał Tuska? Biznesmen twierdzi, że nagrał go, bo "chciał zapewnić bezpieczeństwo sobie i rodzinie”. I że z tego samego powodu nagrywał Karnowskiego. "Nie słyszał pan o Olewniku? O Klusce? Zrobiłem to ze strachu" - mówi DZIENNIKOWI Julke pod koniec lipca.

Pytamy Julkego: - Zdeponował pan coś u dziennikarzy?

- Nie mogę tego mówić.

- Dlaczego się pan wycofywał z informacji o nagraniu Tuska?

- Nic nie powiem.

6 lipca Julke miał podejść do mijającego go po meczu Tuska i powiedzieć, że oddaje sprawę korupcyjnej propozycji do prokuratury. Tusk nie podjął tematu, wsiadł do samochodu i odjechał.

Bohaterowie afery różnie przedstawiają to zdarzenie. Julke: "Karnowski doskakiwał co chwila i mówił : <A ty, Sławek, co chcesz od premiera?>"

Karnowski twierdzi, że nie podchodził do Tuska i Julkego.

Mecenas Kryński: "Wystarczyłoby, żeby Tusk powiedział wtedy: <weźcie to wyjaśnijcie sobie z Jackiem>. Takie nagranie wysadziłoby rząd w powietrze."

• Czy Julke ma więcej haków (czytaj: nagrań)?

Ten wątek pojawił się w wywiadzie, który Andrzej Zwara z „kancelarii prezydenckiej” udzielił w lipcu dziennikowi „Polska”.

Jeden z naszych rozmówców, restaurator z Trójmiasta, potwierdza, że Julke już wcześniej "dokumentował” znajomości: "Przy wyborach Julke pracował przy kampanii Macieja Płażyńskiego. Siedzieliśmy przy alkoholu, kiedy pochwalił się, że ma takie kwity, które mogą Płażyńskiego wysadzić w kosmos. I że zawsze „bardzo dobrze dokumentuje takie znajomości”. Sam Płażyński ledwo kojarzy Julkego, o hakach na siebie nie słyszał.

"Ser" i silne dłonie Julkego

Człowiekiem, którego nazwisko pojawiło się znienacka w aferze, jest przestępca Paweł Serocki ps. "Ser", syn byłej senator SLD. Po wybuchu afery w jednej z gazet ukazał się tekst o tym, jak od „Sera” 30 tys. zł łapówki za zgodę na nadbudowę kamienicy w Sopocie wymusił były zastępca Karnowskiego. Sprawę łapówek w Sopocie od jesieni 2007 r. badało CBŚ. Na początku marca śledztwo przejęło CBA. Serocki był jednym ze świadków. Na nagraniu rozmowy Karnowski wspomina, że był w prokuraturze. DZIENNIK ustalił, że właśnie w sprawie... zeznań Serockiego.

"Ser” przez lata mieszkał w Sopocie w jednym bloku z dzisiejszym szefem warszawskiego zarządu CBŚ. Miał nietypowe hobby: nagrywał niektórych rozmówców, a taśmy deponował u znajomych. Czy odegrał w aferze sopockiej jakąś rolę – jako np. informator CBŚ lub CBA? Nie wiadomo.

A co z wersją, że w aferze sopockiej Julkem sterowały służby? Sam Julke na to pytanie parska śmiechem. Ale kiedy reporterzy DZIENNIKA spotykają się z człowiekiem służb z Trójmiasta, ten niespodziewanie rzuca: "Widzieli panowie dłonie Julkego? Duże, spracowane".

– Pan chce żebyśmy wierzyli, że do wszystkiego doszedł własnymi rękami?

– Przecież ja nic takiego nie powiedziałem – uśmiecha się nasz rozmówca.

Wojciech Cieśla
Źródło: Dziennik.pl
Wypowiedzi: 1
  • ~intersense2011-01-29 08:08

    Czy jest może ktoś jeszcze kogo oszukał Paweł Serocki podając się za pracownika PKT?

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Wiadomości Polityczne

    Walentynki w
Dziennik.pl Walentynki w Dziennik.pl
    «