Kulisy walki o orędzie do narodu
Tego jeszcze nie było - dziwi się DZIENNIK. W przeddzień podpisania umowy o budowie w Polsce tarczy antyrakietowej w telewizji chciał wygłosić orędzie i prezydent, i premier. Ostatecznie w TVP wystąpił tylko Lech Kaczyński, a Donald Tusk zrezygnował. Wicepremier Grzegorz Schetyna o całe zamieszanie oskarża prezesa telewizji publicznej Andrzeja Urbańskiego. TVP odpowiada ostro: Schetyna kłamie.
- Prezydent: Nie damy się zastraszyć
- Czy prezydent i premier potrafią współpracować?
- Wojna polsko-polska o tarczę antyrakietową
- Tusk odwołał orędzie, przemówi prezydent
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Od rana sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. W poniedziałek przed południem faksem do sekretariatu prezesa telewizji publicznej przyszło pismo z Kancelarii Prezydenta, że we wtorek o 20 w TVP 1 Lech Kaczyński chce wygłosić orędzie. Wczoraj przed ósmą rano pismo o podobnej treści wysłał Tomasz Arabski, szef kancelarii premiera. Donald Tusk także chciał wystąpić w "Jedynce" oraz w TVP Polonia o tej samej godzinie. "Pismo w tej sprawie zawieźliśmy rano do TVP" - mówi Tomasz Arabski. Różnica była taka, że orędzie premiera miało zostać nagrane przez firmę zewnętrzną, a prezydenta przez TVP.
Jak się dowiedzieliśmy nieoficjalnie, w otoczeniu premiera pojawiły się głosy, że tak naprawdę pierwszy na pomysł orędzia wpadł Donald Tusk, a nie Lech Kaczyński i że Andrzej Urbański poinformował o tym Lecha Kaczyńskiego, swojego dawnego szefa. Tomasz Arabski mówi tylko: - Nikt nas rano nie poinformował w TVP, że prezydent wcześniej wyraził chęć wygłoszenia orędzia.
Podobne sugestie, tyle że w odwrotną stronę, płynęły od współpracowników prezydenta. TVP zareagowała błyskawicznie. Obydwa pisma, zarówno od Tomasza Arabskiego, jak i z Kancelarii Prezydenta wraz z datami wpłynięcia pokazano w TVP Info. Wczesnym popołudniem szefostwo TVP zdecydowało, że orędzia zostaną pokazane w "porządku konstytucyjnym", czyli najpierw wystąpienie prezydenta, a potem premiera. Start - godz. 20. Obie strony zostały o tym poinformowane telefonicznie i pisemnie.
Na popołudniowej konferencji wicepremier Grzegorz Schetyna niespodziewanie ogłosił, że orędzia premiera nie będzie. "Sytuacja, w której dwie najważniejsze osoby w państwie występowałyby jednocześnie w telewizji, narażałaby na śmieszność niestety nie tylko telewizję, ale także polską politykę i polityków" - mówił Schetyna. Dodał, że to Andrzej Urbański odmówił telewizyjnego wystąpienia premierowi. "Jeżeli nie ma możliwości wystąpienia w telewizji publicznej, to będziemy komunikować się z opinią publiczną przez dziennikarzy" - mówił wicepremier. Na reakcję TVP nie trzeba było długo czekać. "Z niezrozumiałych dla mnie względów wicepremier Grzegorz Schetyna mija się z prawdą. Drzwi telewizji publicznej są dla premiera zawsze Tuska otwarte" - mówi Aneta Wrona, rzeczniczka TVP. Dodała, że na Woronicza nie trafiło oficjalne pismo informujące, że Donald Tusk z orędzia rezygnuje.
Dwaj bohaterowie całego zamieszania - przynajmniej oficjalnie - sprawę bagatelizowali. "Ubawiłem się nieźle, gdy się dowiedziałem, że premier wystąpi po mnie. Nie żartujmy z państwa" - mówił Lech Kaczyński. "Byłoby niepoważnie, gdybyśmy mówili na ten sam temat. I oczywiście zrezygnowałem" - mówił kilka godzin później Donald Tusk.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!