Polacy już nie zapłacą za "Mordo ty moja"
Kolejne podejście PO do ograniczenia finansowania partii politycznych z budżetu - zakazać płacenia z publicznych pieniędzy za partyjne spoty i billboardy. Ale reklamówki takie jak pisowskie "pluszaki" czy plakaty Platformy, "By, żyło się lepiej", nie będą zakazane. DZIENNIK dotarł do projektu ustawy.
- PiS o drożyźnie, a PO o dotacjach dla partii
- Rząd boi się rządzić. A opozycja obalić rząd
- Finansowanie partii pogrzebie rząd Tuska?
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Chcemy, by pieniądze otrzymywane z budżetu partie wykorzystywały na ekspertyzy, prace prawne, przygotowania projektów ustaw, czyli działalność merytoryczną a nie PR" - mówi nam Zbigniew Chlebowski, szef klubu PO.
Według przygotowywanego projektu za najbardziej kosztowne wyborcze reklamy partie będą musiały zapłacić z pieniędzy pochodzących ze składek i darowizn. Ta propozycja od razu napotkała opór politycznej konkurencji.
Opozycja twierdzi, że jeśli ten pomysł wejdzie w życie, to o wyniku kampanii wyborczej będą decydowali nie wyborcy, ale sponsorzy. A to da przewagę Platformie cieszącej się względami biznesu.
"Pod populistycznym hasłem: odcinamy partie od pieniędzy z budżetu, Platforma chce zrealizować scenariusz likwidacji opozycji w Polsce" - krytykuje przewodniczący zarządu głównego PiS Joachim Brudziński. Na pomyśle koalicjanta nie zostawia suchej nitki także PSL.
"To bez sensu, bo partie będą w gestii tych, co wyłożą forsę. A ten, co wyłoży, będzie potem partii wystawiał rachunek" - nie owija w bawełnę szef klubu PSL Stanisław Żelichowski. Jednak na inne pomysły zawarte w projekcie ludowcy patrzą już przychylnym okiem.
PO chce wprowadzić limit pieniędzy wypłacanych partiom z budżetu. Jaki? "Dopiero ustalamy, nie ma na razie mowy o szczegółach" - mówi Chlebowski. Ale to nie wszystko. Zlikwidowany ma być przepis o obowiązkowej waloryzacji subwencji wypłacanych partiom w przypadku wysokiej inflacji.
To już drugie podejście Platformy do sprawy finansowania partii politycznych z budżetu. W zeszłym miesiącu wniosła ona pod obrady Sejmu projekt z góry skazany na porażkę za to zgodny z obietnicą daną w wyborach. Przewidywał całkowitą likwidację dotowania partii z pieniędzy podatników. Projekt upadł, a rękę do tego przyłożyli także ludowcy. Politycy PO nie kryli jednak, że porażka wpisana była w koszty.
"Chcieliśmy pokazać wyborcom, że w tej sprawie mamy związane ręce i jedyne co możemy zrobić, to próbować ograniczyć budżetowe finansowanie partii, a nie całkowicie je zlikwidować" - relacjonuje jeden z polityków partii Donalda Tuska. Nowy projekt PO ma jednak szanse w Sejmie. "Część tych pomysłów możemy poprzeć, zresztą zapowiadaliśmy to już miesiąc temu przy okazji odrzucenia poprzedniego" - deklaruje Żelichowski. Poparcie PSL gwarantuje jedynie przejście ustawy przez parlament. PiS liczy, że jeśli zagrozi ona interesom opozycji, to zawetuje ją prezydent.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!