Polacy zajmują jednoznaczne stanowisko. Prawie 60 proc. z nas wzięłoby udział w ewentualnym referendum w sprawie traktatu, a co najważniejsze, zdecydowana większość głosujących poparłaby unijny dokument.

Takie wyniki wzmacniają strategię przyjętą przez rząd. "Premier uważa, że traktat nie jest martwy" - mówi DZIENNIKOWI Sławomir Nowak, szef gabinetu politycznego Donalda Tuska. "Takie wyniki sondażu to jasny sygnał dla Europy o polskim prounijnym nastawieniu. To wzmacnia pozycję premiera w nadchodzących rokowaniach w Brukseli" - dodaje.

Już dziś do Luksemburga leci szef MSZ Radosław Sikorski, aby wraz z innymi ministrami spraw zagranicznych UE zastanowić się, jak wyciągnąć Unię z kryzysu. Na ten temat Donald Tusk będzie w tym samym czasie rozmawiał w Gdańsku z kanclerz Niemiec Angelą Merkel. A w najbliższy czwartek szef rządu weźmie udział w kryzysowym szczycie przywódców "27" w Brukseli. Premier ma jednoznaczne przesłanie: nadal należy walczyć o wejście w życie traktatu lizbońskiego. "Dobrze by było, gdyby Polska budowała główny nurt Unii, a na pewno w tym głównym nurcie będą państwa, które ratyfikują ten traktat" - podkreślił w sobotę Tusk.

A co zrobi prezydent? W kwietniu unijny dokument ratyfikował nasz parlament, jednak do tej pory Lech Kaczyński nie złożył pod nim podpisu. Z naszego sondażu wynika, że 45 proc. Polaków uważa, że szef państwa powinien traktat podpisać. Czy podpisze i kiedy? "Prezydent będzie czekał na opinię prawników i przywódców Unii, czy przegrana referendum w Irlandii powoduje, że traktat jest martwy" - mówi DZIENNIKOWI prezydencki minister Michał Kamiński. "Czy też, że proces ratyfikacji powinien być kontynuowany.

Jego zdaniem, jeśli zwycięży ta druga opcja, "Polska nie będzie problemem, bo prezydent jest zwolennikiem traktatu".

Kamiński sugeruje, że sprawa rozstrzygnie się podczas nadchodzącego szczytu UE. "Paradoks polega na tym, że przez odrzucenie traktatu lizbońskiego nie wracamy wcale do niedobrej dla Polski konstytucji europejskiej, ale do dobrego dla Polski traktatu z Nicei" - dodaje Kamiński.

Tusk razem z innymi przywódcami UE będzie starał się wypracować wspólne stanowisko w Brukseli. Ale nie będzie to łatwe. Po klęsce traktatu w Irlandii Unia Europejska coraz wyraźniej dzieli się bowiem na dwa obozy. Prezydent Francji i kanclerz Niemiec przekonują, że mimo irlandzkiego "nie" traktat nie jest martwy i jego ratyfikacja w pozostałych krajach Wspólnoty musi być kontynuowana. Wczoraj Sarkozy zadzwonił do premiera Wielkiej Brytanii Gordona Browna, który zapewnił go, że będzie przekonywał Izbę Lordów do ratyfikacji. Ale prezydent Czech Vaclav Klaus zapowiedział, że głosowanie w jego kraju nie ma już sensu.