Szef SKW już podjął decyzję o przewiezieniu materiałów komisji weryfikacyjnej. Ale nie wiadomo, kiedy to się odbędzie. Bo choć w tym miesiącu dwukrotnie pytano o to Olszewskiego. Wreszcie dziś miał odpowiedzieć, że w ogóle tajnych dokumentów nie przekaże. Bo SKW "nie jest władna do ich odbioru".

Problem polega na tym, że dziś o północy kończy się misja komisji, która miała zweryfikować przydatność byłych funkcjonariuszy WSI do pracy w nowych służbach. W listopadzie jej szef zdecydował o przeniesieniu prac do Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Podobno ze względów lokalowych. Po północy, kiedy komisja przestanie istnieć, przestanie też działać kancelaria tajna, w której przechowywane są niejawne dokumenty. I co wtedy?

Według MON, jeśli dokumenty nie wrócą do SKW jeszcze dziś, odpowiedzialność za nie bierze BBN. I to on będzie musiał przekazać je wojskowemu kontrwywiadowi. Ale rzeczniczka Biura Bezpieczeństwa Narodowego Patrycja Hryniewicz mówi tylko, że biuro "w żaden sposób nie zamierza ingerować w proces przekazywania dokumentów".

Komisja Weryfikacyjna do spraw byłych żołnierzy WSI kończy działalność po dwóch latach pracy. Zbadała połowę z dwóch tysięcy oświadczeń złożonych przez byłych żołnierzy WSI. Od wtorku jej zadania ma przejąć komisja kwalifikacyjna przy MON, która jest w trakcie tworzenia.

Weryfikatorzy zbierali od ludzi WSI oświadczenia na temat ich pracy w likwidowanych służbach - mieli w nich informować o znanych im nieprawidłowościach w działalności starych służb, także przestępstwach, w których sami mieliby uczestniczyć. Jeśli się przyznali, nie ponieśliby kary, co gwarantowała im ustawa. Komisja w sprawie takiej osoby wydawała "stanowisko", które stawało się podstawą przyjęcia do nowych służb.