Premier: Przez prezydenta prąd zdrożeje
Na dzień przed unijnym szczytem rząd sięgnął po nowy argument, który miał podważyć wyjazd prezydenta do Brukseli. "To przez Lecha Kaczyńskiego ceny prądu wzrosną o 90 procent, bo zgodził się na niekorzystny dla Polski unijny plan ograniczenia emisji dwutlenku węgla" - oświadczył Donald Tusk. Prezydenta oburzyły te słowa. Stwierdził, że to nieprawda, a szef jego kancelarii uznał wręcz, że jest to żerowanie dla celów medialnych na najgłębszych obawach ludzi - pisze DZIENNIK.
- Od dziś płacimy więcej za prąd i gaz
- Prezydent: Będę siedział obok Tuska
- Tusk i Kaczyński szukają recepty na kryzys
- Ceny prądu wzrosną, ale nie o połowę
- Kto to wygra, bedzie naprawdę silniejszy
- Tusk skarcił Klicha za chorego pilota
- Prezydent w Brukseli opowie o Gruzji
- "Tusk i Kaczyński to mali chłopcy z Polski"
- Sejm utnie kłótnie z prezydentem
- Prezydent się spóźnił, bo mama ma imieniny
- Premier i prezydent razem przy stole obrad
- PO chce zablokować prezydenta
- Tusk do prezydenta: Chcieć, to ty sobie możesz
- Prezydent musi zacisnąć pasa
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 0°C max. 23°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Jeżeli ktoś usiłuje wmówić, że istnieją jakiekolwiek związki między przyjętymi w 2007 r. konkluzjami a ewentualną podwyżką cen energii, to mówi po prostu nieprawdę" - odpowiedział wczoraj prezydent na zarzut Tuska. Premier w poniedziałek dowodził, że Lech Kaczyński, akceptując rok temu na szczycie Unii plan walki z ociepleniem klimatu, naraził krajowe przedsiębiorstwa na miliardowe koszty, a Polaków na to, że od 2012 r. zapłacą za elektryczność niemal dwukrotnie więcej niż obecnie.
"Przecież jeszcze w lutym tego roku obecny minister ochrony środowiska zapewniał, że limity CO2 nie będą przyczyną zmian cen prądu" - odpierał z kolei szef Kancelarii Prezydenta Piotr Kownacki. I pytał wczoraj: "Cóż się zatem wydarzyło od lutego, co zaniedbał rząd, że teraz straszy nas podwyżkami cen energii? Kto w tym sporze ma rację?".
Goszcząca wczoraj w Warszawie francuska minister ochrony środowiska, która do końca tego roku ma doprowadzić do porozumienia w ramach Unii o ograniczeniu emisji szkodliwych gazów, rację przyznaje Lechowi Kaczyńskiemu. "Władze Polski, tak jak innych krajów Wspólnoty, poparły jedynie ogólny plan ograniczenia do 2020 r. przez UE emisji szkodliwych gazów o 1/5. Na tamtym etapie nie było mowy o specyficznych zobowiązaniach Polski" - powiedziała Nathalie Kosciusko-Morizet.
Co zakłada obecny plan? M.in. to, że już za cztery lata polskie elektrownie nie będą mogły emitować dwutlenku węgla bez wykupienia kosztownych pozwoleń. Tymczasem aż 94 proc. elektryczności w naszym kraju pochodzi ze spalania węgla. I jest związane z wyjątkowo dużym zatruciem środowiska.
Okazuje się jednak, że przewodząca Unii Francja gotowa jest pójść na ustępstwa i odłożyć termin wejścia w życie w naszym kraju systemu opłat za emisję szkodliwych gazów. Miałby on być wprowadzany co prawda od 2013 r., ale stopniowo, być może nawet przez 10 lat. To dałoby polskim elektrowniom czas na ograniczenie szkodliwych emisji.
"Bardzo wiele krajów Unii rozumie polskie problemy" - deklarowała w rozmowie z DZIENNIKIEM Kosciusko-Morizet, której przodkiem w bezpośredniej linii był Tadeusz Kościuszko.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!