Tusk do prezydenta: Chcieć, to ty sobie możesz
Choć na szczycie UE są razem, to nawet nie ukrywają, że nie bardzo się lubią. "Chcieć, to ty sobie możesz" - tak do prezydenta miał się zwrócić Donald Tusk. Twierdzi tak Lech Kaczyński, który mówi, że usłyszał lekceważące słowa premiera, gdy wychodził z sali obrad i powiedział, że chciałby wiedzieć o czym będzie mowa podczas jego nieobecności.
- Premier złamał prawo nie zabierając prezydenta?
- Premier i prezydent razem przy stole obrad
- Premier: Nie potrzebuję prezydenta
- Premier: Przez prezydenta prąd zdrożeje
- PO chce zablokować prezydenta
- Prezydent: Będę siedział obok Tuska
- "Tusk powinien zapłacić za czarter"
- Palikot: Prezydent to bachor. Biega i szaleje
- Prezydent się spóźnił, bo mama ma imieniny
- Sejm utnie kłótnie z prezydentem
- Kłótnia pogrąża prezydenta i premiera
- Prezydent w Brukseli opowie o Gruzji
- Prezydent Kaczyński postawił na swoim
- Kownacki: Tusk jest jak dziecko
- Wspólny uśmiech prezydenta i premiera
- Premier poniósł klęskę w wojnie o hegemonię
- Nie tylko u nas się kłócą
- Jak prezydent nie dostał rządowego samolotu
- Kownacki: W Brukseli zablokowano nam przepustki
- Prezydent wybiera się na następny szczyt UE
- Kownacki: Niech Tusk zapłaci za samolot
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Nie wierzę, że premier tak powiedział" - mówi Sławomir Nowak, szef gabinetu politycznego Tuska.Ale o niegrzecznym zachowaniu Tuska mówi, i prezydent, i jego ministrowie. Ci ostatni twierdzą, że słowa premiera to niejedyne przykrości, jakie miały spotkać Lecha Kaczyńskiego ze strony delegacji rządowej.
Michał Kamiński z Kancelarii Prezydenta opowiadał w TVN24, że urzędnicy z kręgów rządowych chcieli zablokować wjazd samochodu z prezydentem Lechem Kaczyńskim na podjazd przed budynek, w którym obraduje szczyt UE. "Wiem to z wiarygodnego źródła, które na pewno zostanie pozytywnie zweryfikowane" - stwierdził.
Z kolei politycy PO zarzucają prezydentowi sabotowanie negocjacji Polski z UE. Szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski stwierdził, że prezydent przyjeżdżając na szczyt zrobił wrażenie, że Polska ma dwie polityki zagraniczne, co osłabia głos naszego kraju. "Niedopuszczalne jest też, że prezydent chce podejmować decyzje w imieniu rządu" - dodaje Sikorski.
Kto zabrał przepustki ludziom prezydenta?
Niespodzianki, i to niezbyt przyjemne, spotkały także członków delegacji prezydenta. Zostali oni pozbawieni przepustek do budynku, gdzie odbywa się szczyt.
"Przepustki, które czekały na nas, zostały w czasie, kiedy jechaliśmy z lotniska - na żądanie naszego premiera - wstrzymane. Kolejne zostały wydane, tym razem pan minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski je zablokował" - tłumaczył szef Kancelarii Prezydenta, Piotr Kownacki. Przepustek nie ma ani on, ani minister Michał Kamiński, ani minister Mariusz Handzlik
Dopytywany wyjaśnił, że przepustki zostały "fizycznie zabrane" z punktu odbioru. "Myślę, że do jutra to się wyjaśni" - zaznaczył Kownacki.
Spór o to, kto ma uczestniczyć w szczycie UE w Brukseli, trwał wiele dni. Kancelaria premiera zapewniała, że do Brukseli jedzie delegacja rządowa z premierem na czele. Kancelaria Prezydenta - że wybiera się tam również prezydent i że to on będzie szefem polskiej delegacji.
>>> Kulisy wojny o samolot dla prezydenta
Nie pomogła rozmowa "ostatniej szansy" między premierem i prezydentem. Każdy z jej uczestników pozostał przy własnym zdaniu.
W ostatniej chwili okazało się, że prezydent nie ma nawet czym polecieć na szczyt - kancelaria premiera odmówiła mu podstawienia rządowego samolotu. Kancelaria Prezydenta musiała wyczarterować samolot. Do końca nie było też wiadomo, czy prezydent dostanie się na salę obrad - polska delegacja miała tylko trzy przepustki, umożliwiające udział w obradach - dla premiera, ministra spraw zagranicznych i ministra finansów.
>>>Przeczytaj, co się działo tuż przed szczytem UE
Na szczęście obyło się bez międzynarodowego skandalu. Lech Kaczyński i Donald Tusk wzięli razem udział w pierwszej sesji obrad na szczycie Unii Europejskiej. Zasiedli obok siebie przy stole obrad. Pierwszy punkt przewidywał bowiem dyskusję o traktacie z Lizbony.
Wkrótce jednak prezydent salę opuścił - ustąpił miejsca ministrowi finansów, Jackowi Rostowskiemu. Idylla? Radio RMF FM przekonuje, że to cisza przed burzą, czyli... sporem o to, kto ma być na wspólnej fotografii.
Na liście osób, które mają być uwiecznione na tradycyjnym zdjęciu, jest… tylko Donald Tusk. Tymczasem kraje takie jak Litwa, Rumunia czy Francja będą reprezentowane i przez premiera, i przez prezydenta. Jak zachowa się Lech Kaczyński? Reporterzy RMF FM przekonują, że wspólnej fotografii nie odpuści.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!