Aferą orderową w końcu zainteresowali się śledczy. Chcą wiedzieć, czy w okresie, gdy Lech Kaczyński był prezydentem Warszawy, ktoś ukrywał przed nim wiedzę o medalach dla samorządowców. Jeśli tak było, to ktoś przekroczył swe uprawnienia i nie dopełnił służbowego obowiązku. I to poważnie nie dopełnił. Bo samorządowcy czekają na swe odznaczenia już sześć lat. Jutro dostaną je od obecnej prezydent stolicy Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Tymczasem Elżbieta Jakubiak z PiS, której kariera jest ściśle związana z karierą Lecha Kaczyńskiego, musi się tłumaczyć. "Gazeta Wyborcza" napisała, że torby z krzyżami dla samorządowców odnalazły się w jej byłym gabinecie, w szafie, z której korzystała, gdy była szefową biura prezydenta stolicy. Gdy afera wybuchła, Jakubiak tłumaczyła, że w ratuszu żadnych odznaczeń nie ukrywała i "z przyjemnością by je wręczyła, gdyby wiedziała, że istnieją".

Inaczej tłumaczyła powody, dla których Lech Kaczyński nie przekazał odznaczeń od władz Francji dla Hanny Gronkiewicz-Waltz i Kazimierza Marcinkiewicza oraz włoskiego medalu dla Pawła Zalewskiego, który odszedł z PiS. Była szefowa gabinetu politycznego prezydenta RP zapewniała w Radiu ZET, że wnioski do prezydenta nie dotarły.

W poniedziałek skorygowała opinię - TVP Info powiedziała, że gdy w lipcu ubiegłego roku odchodziła z Kancelarii Prezydenta, wniosków nie było. Tymczasem ta sama telewizja dotarła do dokumentu MSZ, który potwierdza, że wnioski zostały do Kancelarii Prezydenta wysłane już w maju i czerwcu 2007 roku.