To na razie wiadomość nieoficjalna. Z informacji PAP wynika, że jest to jeden z wicedyrektorów w Kancelarii Prezydenta, który w dniu podpisania przez Lecha Kaczyńskiego deklaracji w sprawie umowy UE-Rosja zastępował swojego przełożonego.

Wicedyrektor otrzymał karę dyscyplinarną, ale nie został zwolniony z pracy. Jak mógł zostać ukarany? Czy było to upomnienie, nagana czy kara pieniężna? A może nagana z pozbawieniem możliwości awansowania przez okres do dwóch lat do wyższej grupy wynagrodzenia lub na wyższe stanowisko lub karne przeniesienie na niższe stanowisko? Tego nie wiadomo.

W podpisanej 3 listopada deklaracji prezydenci Polski i Litwy wezwali społeczność międzynarodową i rządy państw UE, by zażądały "pełnego i bezwarunkowego wycofania wojsk rosyjskich z terytorium gruzińskiego, zgodnie z porozumieniem o zawieszeniu broni z 12 sierpnia".

O dokumencie tym polski rząd, jak wynika z relacji ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, dowiedział się od szefa litewskiej dyplomacji podczas nieformalnego spotkania ministrów spraw zagranicznych UE. Sikorski stwierdził, że nie do przyjęcia jest sytuacja, w której "minister spraw zagranicznych innego kraju prezentuje ministrom spraw zagranicznych UE stanowisko Polski nieuzgodnione z rządem".

Początkowo współpracownicy prezydenta przekonywali, że o deklaracji poinformowane zostało polskie przedstawicielstwo na Litwie. Gdy polski ambasador w tym kraju stanowczo zaprzeczył tej informacji, prezydent wyjaśnił dziennikarzom, że w sprawie deklaracji doszło do nieporozumienia. Zapewnił, że winni niepowiadomienia o niej MSZ zostaną ukarani.