"Nie spodziewajcie się ode mnie fajerwerków. To był rok, który wymaga bardzo rzetelnej oceny" - zaczął Donald Tusk. Zaznaczył przy tym, że rok temu tak wielu Polaków powiedziało "nie" rządowi Jarosława Kaczyńskiego, Andrzeja Leppera, Romana Giertych, bo oczekiwali innego sposobu rządzenia. I, zdaniem premiera, doczekali się.

"Niekompetentni poprzednicy psuli nasze stosunki"

Na początku Tusk mówił o nowym sposobie prowadzenia polityki zagranicznej. Na odbudowywaniu więzi z sąsiadami. Zaznaczył, że obecnie - po kryzysie gruzińskim - mamy trudną sytuację w relacjach UE-Rosja. Z drugiej strony - mówił - mamy wielkiego sąsiada, Niemcy, "od którego w dużym stopniu zależny jest np. nasz eksport".

"I wyobraźcie sobie Państwo teraz sytuację, w której to poprzednicy dzierżą całą władzę i mają Polskę dobrze, mocno sytuować pomiędzy Rosją, Niemcami, w Brukseli, w relacjach z USA i np. z Francją - dziś naszym rzetelnym sojusznikiem w wielu sprawach. Koalicję antyeuropejską, z fobiami i - powiem twardo - niekompetentną w tych sprawach, które wymagają naprawdę bardzo poważnej, rzetelnej roboty we współpracy z partnerami".

Premier broni emerytów przed związkowcami

Potem premier odniósł się do ostatnich protestów związkowców przeciw reformie systemu emerytalnego. Na szali położył dwie grupy. "Doprowadzimy ten projekt do końca, po to, żeby dziewięć milionów polskich emerytów mogło godziwie żyć i żeby ich emerytury nie były dziadowskie. A tak jest - kosztem nielicznych silnych grup zawodowych, które na ulicy potrafią walczyć o swoje prawa. Emeryci tego nie potrafią" - mówił premier.

Po raz kolejny w wystąpieniu premiera pojawiły się dzieci. Tusk zapewnił, że jego rząd buduje boiska, przygotowuje program ochronny najmłodszych przed patologiami, szuka korzystnych rozwiązań finansowych dla nauczycieli. Nie wspomniał jednak przy tym o ich protestach w sprawie zachowania prawa do przechodzenia na wcześniejsze emerytury.

"To co nie wymaga akceptacji prezydenta, idzie do przodu. To co wymaga, tonie w sporach" - mówił Tusk. Te słowa posłużyły za wstęp do omówienia sytuacji w służbie zdrowia. "My polskie szpitale uratujemy. Nawet, jeśli utrudniać nam będą pracę politycy opozycji; nawet jeśli nad tym projektem będzie wisiało złowieszcze weto prezydenta, a słyszymy o tym nieustannie; to my i tak - bo jesteśmy ludźmi odpowiedzialnymi - polskie szpitale uratujemy i uchronimy przed komornikami i przed upadkiem" - zapewniał premier.

Jego zdaniem, niektóre z rozwiązań trzeba będzie wprowadzić w sposób "alternatywny", bo sprzeciw opozycji i prezydenta może uniemożliwić uchwalenie ustaw (zdrowotnych) normalnym trybem. "Mamy już sposoby we współpracy z samorządem, aby ten projekt dokończyć" - powiedział.

Jest bezpiecznie, jest spokojnie

Premier mówił, że rząd odchodzi od pomysłu "jednego okienka", w którym się rejestruje działalność gospodarczą. To okienko jest niepotrzebne. Należy dążyć do sytuacji, że jeśli ktoś chce rozpocząć działalność gospodarczą, to listownie lub przez internet powinien powiadomić o tym urząd skarbowy.

"Bezrobocie jest dziś niższe niż w Irlandii" - dodał premier i na koniec powiedział, że priorytetami koalicji PO-PSL jest spokój i bezpieczeństwo, ale nie takie, które opiera się na "propagandzie strachu" - na pokazywaniu filmów z zatrzymań polityków i organizowaniu konferencji prasowych. Zaraz potem premier przedstawił dane, świadczące o spadku przestępczości i wzroście poczucia bezpieczeństwa.