"Oskarżam Prawo i Sprawiedliwość o wykorzystywanie służb specjalnych do łamania jednostek i o łamanie prawa w procedurze postępowania przygotowawczego" - mówił Kaczmarek.

Były minister oskarżył też partię Jarosława Kaczyńskiego o - jak się wyraził - bezprawną inwigilację, niesłuszne aresztowanie i o sterowanie mediami, którymi posługiwano się w celach łamania dobrego imienia poszczególnych ludzi. "To, co przeszedłem, było niebywałe" - mówił.

Przewodniczący komisji śledczej przypomniał Kaczmarkowi, że nazwa instytucji, przed którą zeznaje, wskazuje, że nie powinien oskarżać całej partii, lecz konkretnych urzędników państwowych. Były szef MSWiA dużo miejsca w swym wystąpieniu poświęcił więc byłemu ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobro.

"W moim przekonaniu Zbigniew Ziobro powinien stanąć przed Trybunałem Stanu" - powiedział Kaczmarek. Swoją opinię uzasadnił już na początku przesłuchania. Twierdził, że Ziobro stał na czele bezprawnie powołanego zespołu prokuratorskiego.

Kaczmarek przypomniał, że sędzią, który wydał w 2007 roku krytyczną opinię na temat tego śledztwa, od razu zainteresowało się kierownictwo resortu. "Jego akta trafiły do Ministerstwa Sprawiedliwości. To był sędzia z Sądu Rejonowego Warszawa-Mokotów, który stwierdził, że prokuratura naruszyła podstawowe standardy prawa" - mówił Kaczmarek.

Chodziło o sposób prowadzenia śledztwa, gdzie inspirowano pożądane u inwigilowanych działania. Centralne Biuro Antykorupcyjne chciało wręczyć tzw. łapówkę kontrolowaną. Jednak za przysługę, którą samo wymyśliło. Spreparowano dokumenty dotyczące gruntów, które ówczesny minister rolnictwa Andrzej Lepper miał odrolnić za odpowiednią kwotę.

Kaczmarek narzekał też dzisiaj na to, jak potraktowano go podczas zatrzymania. "Doświadczyłem upokorzenia" - mówił Kaczmarek o incydencie, który polegał na tym, że nie pozwolono mu nawet zajechać do domu po przybory toaletowe.

Dostało się również posłowi PiS Jackowi Kurskiemu, który zasiada w komisji. Kaczmarek przytaczał słowa Kurskiego, który w jednym z wywiadów miał powiedzieć, że - tu cytat - zatrzymania nie mają się podobać sądom, ale społeczeństwu.

Posłowie PiS Arkadiusz Mularczyk i Jacek Kurski chcieli za wszelką cenę podważyć wiarygodność Kaczmarka. To dlatego pokazali ankiety personalne, z których ma wynikać, że kłamał zatajając swą przynależność do PZPR. Sebastian Karpiniuk z PO z kolei podważył wiarygodność tych ankiet. "A może pan poseł Kurski, znalazł je pod wycieraczką" - kpił Karpiniuk.

Mularczyk pytał też, czy to prawda, że Kaczmarek brał łapówki od gangsterów. Padło również pytanie o szkolenie dla oficerów politycznych w Łodzi, które miał przejść były minister. Posłowie chcieli też poznać kulisy kontaktów z Ryszardem Krauze, czyli miliarderem, który - zdaniem posłów PiS - miał być ogniwem przecieku w sprawie afery gruntowej.