Nitras: Narkotyki nie kompromitują PO
Po narkotykowej wpadce dwóch zachodniopomorskich działaczy Platformy coraz więcej polityków partii chce, by jej kierownictwo przyjrzało się działalności szefa szczecińskich struktur Sławomira Nitrasa. "Wątpię, czy Sławek jeszcze panuje nad własną organizacją" - mówi DZIENNIKOWI członek zarządu partii Tuska. "Ktoś chce tę sytuację wykorzystać w partyjnej rozgrywce" - odpowiada Nitras.
- Polityk PiS: Cała Platforma jest "na haju"
- Działacze Platformy złapani z narkotykami
- Narkodziałacz z PO wyszedł zza krat
- Narkoman i łapówkarz z list PO w Sejmie?
- Działacz PSL o pośle PO: Łajza, łobuz, s...syn
- Kalisz zaprasza do coffee shopu
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
W ostatnią sobotę policja zatrzymała dwóch działaczy. Jechali samochodem, byli pod wpływem marihuany. Jeden z nich - Michał Łuczak - to jeden z najbliższych współpracowników Nitrasa.
Dwóch szczecińskich posłów PO, Cezary Urban i Arkadiusz Litwiński, uważa, że Nitras powinien odpowiedzieć za działania swojego protegowanego. Ten krytykę przyjmuje dość niechętnie. W nocy z soboty na niedzielę obaj parlamentarzyści mieli otrzymać z jego telefonu SMS-y o treści: "Ty tchórzu. To ja was stworzyłem. Ze mną nie wygracie". Po Szczecinie krąży plotka, że działacze związani z Nitrasem masowo robią sobie badania na obecność narkotyków w organizmie.
Marcin Graczyk: Czuje się pan odpowiedzialny za aferę narkotykową w szczecińskiej Platformie?
Sławomir Nitras*: Zawsze czuję się odpowiedzialny za to, co dzieje się w PO w moim mieście.
Za narkotykowy skandal też?
To nie dotyczy partii, a prywatnego życia jednego z jej działaczy.
A wie pan, że w Sejmie krąży plotka, na razie w formie żartu, ale jednak, że w szczecińskiej PO palenie marihuany jest wśród działaczy czynnością można powiedzieć dość
popularną.
To bzdura.
A pan kiedyś palił marihuanę?
Nie, nigdy nie używałem narkotyków.
Zrobiłby pan sobie badania, aby takie podejrzenia wykluczyć?
Nikt ode mnie tego nie oczekiwał, nikt nie stawiał mi też takiego zarzutu.
A jeśli takie zarzuty się pojawią?
Jeśli to będzie niezbędne, jeśli ktoś publicznie postawi mi taki zarzut, to poddam się badaniu. Nie boję się tego. Ale sam przed szereg nie będę wyskakiwał. Na razie, jeśli chodzi o
szczecińską PO, to jest tylko sprawa pana Łuczaka.
Ale on był pana bliskim współpracownikiem. To panu nie przeszkadza?
Był, to prawda i nigdy się tego nie wypierałem. Ja przed odpowiedzialnością nie uciekam, zostaje jednak pytanie o jej zakres. Czy ja jestem odpowiedzialny za to, co moi najbliżsi
współpracownicy robią wieczorami, co jedzą na kolację? Ja tego po prostu nie wiem i w tym przypadku tak właśnie było.
Nie wiedział pan o tym, że pana bliski współpracownik może mieć problem z narkotykami?
Nic o tym nie wiedziałem. Moi koledzy, którzy mnie dzisiaj krytykują, też nigdy tego problemu nie podnosili, gdyż nie widać było żadnych objawów. Pan poseł Urban przez rok był radnym
sejmiku i nigdy z jego ust krytycznego słowa pod adresem Michała Łuczaka nie słyszałem.
Prawda się okazała jednak inna.
Jednostkowy przypadek nie kompromituje całej organizacji. Musimy sobie z tym poradzić.
Ale skoro ta czarna owca wyrosła pod pana skrzydłami, czy nie powinien się pan teraz podać do dymisji? Takie głosy w PO się już pojawiły.
Nie uważam, by było to wskazane.
Dlaczego?
Bo myślę, że tę sytuację chce wykorzystać wewnątrzna partyjna konkurencja.
Posłowie PO ze Szczecina - Cezary Urban i Arkadiusz Litwiński - mówią, że odpowiedzialność za wpadkę Michała Łuczaka spada właśnie na pana.
Mają prawo do takiej oceny, ja jej jednak nie podzielam.
A to prawda, że wysłał im pan SMS-a z pogróżkami?
Nie, to nieprawda.
Nie wysyłał pan im żadnego SMS-a?
Wysyłałem, ale jego treść była zupełnie inna niż ta, która pojawiła się w mediach.
Co pan napisał?
To była prywatna korespondencja, a takiej nie mam zwyczaju ujawniać. Mogę tylko powiedzieć, że byłem rozgoryczony i w tym SMS-ie dałem temu wyraz.
Pan rozgoryczony?
Tak, bo obaj panowie w kontekście tej sprawy wyrazili w mediach bardzo nieuczciwą ocenę mojej osoby. Nie powiedzieli mi tego wcześniej osobiście, chociaż mogli i powinni. Dlatego wysyłałem
tego SMS-a. Oczywiście zrobiłem to pod wpływem pewnej emocji. W tym SMS-ie na pewno nie było jednak żadnej groźby. Ocenie innych pozostawiam fakt upubliczniania prywatnej korespondencji.
A wie pan, że w kierownictwie PO coraz częściej słychać głosy mówiące o konieczności przyjrzenia się pana działalności i szerzej pracy PO w Szczecinie?
Nie wiem, choć też jestem członkiem kierownictwa. Rozmowa i wyjaśnienie spraw z sekretarzem generalnym partii jest konieczne. Musimy wspólnie zastanowić się, jak poradzić sobie z kryzysem.
Odpowiedzialności osobistej się nie obawiam. Jestem w każdej chwili gotów stanąć przed każdym członkiem szczecińskiej PO, jak również przed przewodniczącym partii i rozliczyć się ze
swojej działalności.
* Sławomir Nitras, członek zarządu PO, szef szczecińskich struktur tej partii






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!