Oficjalnie o spotkaniu u premiera nikt w Platformie nie chce rozmawiać. "Nie wiem, czy taka rozmowa miała miejsce, jeśli tak, to na pewno nie na oficjalnym posiedzeniu zarządu" - zastrzega dopytywany przez DZIENNIK Jarosław Gowin. "Na razie martwimy się o to, jak będzie wyglądał przyszły rok, bo od tego wszystko zależy" - dodaje zastępca sekretarza generalnego PO Paweł Graś.

Jednak jeśli Tusk zdecyduje się walczyć o najważniejszy urząd w państwie, to zdaniem naszych rozmówców na początku wakacji 2010 r. będzie musiał przestać być premierem, by na sto procent zaangażować się w kampanię wyborczą. A to oznacza, że do kolejnych wyborów parlamentarnych przez kilka miesięcy rządem będzie musiał kierować ktoś inny.

Według informacji DZIENNIKA pierwsze przymiarki do tej zamiany już się rozpoczęły. Dopytywani przez nas prominentni politycy Platformy mówią: "Rozmowy na ten temat na różnych spotkaniach pojawiały się już ponad 3 miesiące temu, ale wydaje się, że od kilku tygodni sprawa jest już w miarę jasna."

Temat ożył szczególnie po sesji zdjęciowej i wywiadzie, jakiego Grzegorz Schetyna udzielił w zeszłym tygodniu "Vivie". "Uśmiechnięty Grzesio, żona i córka. Naród może już zacząć kochać swojego przyszłego premiera" - śmieje się polityk PO. Jego zdaniem wpływowy wicepremier i sekretarz generalny partii jest na pewno głównym pretendentem do funkcji następcy Tuska, ale już nie jedynym. "Tusk nie ufa mu już tak bardzo jak jeszcze dwa miesiące temu i właśnie dlatego wymienił pozostałą dwójkę" - tłumaczy nasz rozmówca. W Sejmie usłyszeć można też opinie, że Tusk nieprzypadkowo wskazał na trzech kandydatów. "Do ostatniej chwili chce rozgrywać konflikt między Schetyną, Chlebowskim i Komorowskim" - tak tłumaczy to sobie jeden z posłów partii rządzącej.

Według polityków PO, Chlebowski i Komorowski uwierzyli, że naprawdę do CV będą mogli sobie wpisać słowo "premier". Zbigniew Chlebowski swoje nazwisko w tym kontekście wymienił zresztą w jednym z ostatnich wywiadów. A jak dodają nasi rozmówcy, Bronisław Komorowski, choć publicznie o tym nie mówi, też poczuł się mocno dowartościowany słowami Tuska. Według naszych informatorów da się też zauważyć, że między tą dwójką coraz częściej dochodzi do sporów i różnego rodzaju konfliktów. Na posiedzeniach zarządu partii wzajemnie krytykują swoje pomysły. "Schetyny się boją, ale nawzajem chętnie by się powyrzynali" - opowiada DZIENNIKOWI członek zarządu Platformy.

Trójka polityków PO to jednak nie jedyni, którzy liczą na schedę po Tusku. Ten temat żyje też w koalicyjnym PSL. Kilku polityków Stronnictwa zdradza, że także prezes PSL Waldemar Pawlak ma nadzieję na to stanowisko. Według naszych rozmówców ceną nominacji dla Pawlaka ma być poparcie ludowców dla prezydenckiej kandydatury Tuska już w pierwszej turze wyborów prezydenckich.

"Prezes wielokrotnie powtarzał, że chce być tak jak Witos premierem 3 razy, a lepsza okazja może mu się już na to nie trafić" - mówi DZIENNIKOWI prominentny polityk Stronnictwa.