Plany te jednak spaliły na panewce, w dziewięcioosobowej radzie panuje pat. Po zawieszeniu całego zarządu, a taki był zamiar, rada musiałaby się dogadać, kogo wydelegować ze swojego grona do zarządzania spółką. A na to, biorąc pod uwagę układ sił w radzie, na razie nie ma szans. PiS nie dogadałby się z byłymi koalicjantami, czyli LPR i Samoobroną. "PiS-owska część rady nie jest jeszcze gotowa, żeby zgłosić taki wniosek. Ale zaznaczam, że jeszcze. Urbański już może zacząć się bać" - mówi jeden z członków rady nadzorczej.

>>> Koniec koalicji w kierownictwie TVP

Ostatecznie w czwartek wygrał wariant, by zawiesić największego sojusznika Urbańskiego w zarządzie, czyli Piotra Farfała, który w zarządzie zasiadł z rekomendacji LPR. "Jego zawieszenie to był odwet za Polskie Radio" - przyznaje jeden z posłów PiS.

Ale nie tylko. Partia Jarosława Kaczyńskiego zdecydowała maksymalnie osłabić pozycję prezesa telewizji. "Andrzej Urbański nie ma swoich ludzi w radzie nadzorczej, a jego największym wrogiem jest nie PO, ale PiS" - mówi jeden z menedżerów w telewizji publicznej.

Czym Urbański tak się naraził? Wpuścił do TVP Tomasza Lisa, Hannę Lis, Przemysława Orcholskiego. "I ostatnio bez mrugnięcia okiem zgodził się na wywiad z premierem Tuskiem w porze największej oglądalności" - mówi jeden z posłów PiS. Niemal wszystkie te decyzje podejmował wbrew pozostałym członkom zarządu telewizji rekomendowanym przez Prawo i Sprawiedliwość, czyli Sławomirowi Siwkowi i Marcinowi Bochenkowi.

Czy PiS będzie szukać większości w radzie nadzorczej, aby odwołać prezesa? "Nic mi o tym nie wiadomo" - mówi Jan Ołdakowski, poseł PiS, członek sejmowej komisji kultury. Jarosław Kaczyński zdaje sobie sprawę, że na razie nie ma alternatywy dla Urbańskiego, bo cała konstrukcja w mediach publicznych może runąć. Sam prezes na razie nie odniósł się do tego, co wydarzyło się na posiedzeniu rady. Jak poinformowała Aneta Wrona, rzeczniczka TVP, prezes Andrzej Urbański także nie będzie tego komentował.

p

ANNA NALEWAJK: Kiedy pan się zorientował, że zostanie zawieszony?
PIOTR FARFAŁ: W czwartek. Tydzień temu dostałem porządek obrad. Był tam punkt zmiany w zarządzie. Nie sądziłem, że to będzie dotyczyć mnie. W czwartek przed radą nadzorczą punkt o zmianach był pusty, więc sprawa była otwarta.

Rada, zawieszając pana, chciała naprawdę uderzyć w prezesa Andrzeja Urbańskiego?
Co bym teraz nie powiedział, zaszkodziłbym prezesowi. Nie chcę wysyłać mu pocałunku śmierci. Na pewno sytuacja w zarządzie się skomplikowała. Po wyborach w 2007 r. spotkaliśmy się z prezesem. Postanowiliśmy, że przy takim układzie w zarządzie jaki jest ukrócimy wpływy polityków na program. Dziś obawiam się, że po tym, co się wydarzyło, nacisk polityków wróci ze zdwojoną siłą.

Polityków PiS?
O to trzeba pytać prezesa. To on teraz będzie najbardziej naciskany, nie zazdroszczę mu tej sytuacji. Zobowiązanie, że nie damy się politykom, zostało złożone także wobec osób trzecich: Tomasza Lisa czy Przemysława Orcholskiego. Ustaliliśmy że najważniejsze będą słupki i pieniądze. I oba programy mają spełniać te warunki. Wiem, że prezes Urbański miał pewne ograniczenia. Rozumiem kontekst, w którym funkcjonuje. Kiedy namawiałem go do zdjęcia „Misji specjalnej” i zwolnienia Anity Gargas, a także Patrycji Koteckiej, rozumiałem, że z jakichś względów nie może tego zrobić.

Dlaczego właśnie teraz został Pan zawieszony?
Jesteśmy przed ważnym przetargiem na prawa do Euro 2012. Polska i Ukraina będą negocjowały oddzielnie. W grudniu przyjeżdżają przedstawiciele UEFA, aby prowadzić negocjacje. Od roku zajmowałem się tą sprawą. Dla naszych konkurentów to czytelny sygnał, jak bardzo jesteśmy osłabieni.

Kto skorzysta?
Tylko Polsat.

Dlaczego do zmian w TVP dochodzi pięć dni po zmianach w Polskim Radiu?
Mam nadzieję, że to nie ma związku z tym, co się dzieje w Polskim Radiu.

Rozpadła się koalicja PiS - Samoobrona - LPR w mediach publicznych?
Wielkim nieszczęściem tej spółki będzie to, że przetrwaliśmy ataki polityków poprzez niektóre projekty ustaw, które miały wprowadzić zmiany w radzie i zarządzie. A dzisiaj poprzez wewnętrzne konflikty personalne i polityczne dokonuje się bardzo niekorzystnych rozstrzygnięć w mediach publicznych. A rząd siedzi i zaciera ręce.

Prezes Urbański przestał być wygodny dla PiS?
Mam nadzieję, że nie. Jeżeli moje odejście ma być ceną za łagodzenie konfliktów w spółce, to odejdę. Ale jeśli jest plan wywrócenia całego zarządu i prezesa, to jest to plan najgorszy z możliwych.

Kto rządzi dziś telewizją publiczną?
Wierzę, że nadal prezes Urbański. Problemem jest, kiedy politycy wchodzą na plecy i mówią, że ma coś być zrobione tak i tak.