"Niepokoją mnie wypowiedzi w Polsce, które są inspirowane - określiłbym to - prorosyjskim lobby" - stwierdził Lech Kaczyński. Prezydent powiedział, że chodzi o komentarze w mediach. Nie wyjaśniał więcej, ale można się domyślać, że wytknął niektórym ekspertom kreślenie innych scenariuszy niż jego.

Komentatorzy mówili bowiem, że strzały, które padły wczoraj w pobliżu Lecha Kaczyńskiego w Gruzji, to mogła być gra jakichś służb. Niekoniecznie rosyjskich.

>>>Zobacz dramatyczne zdjęcia z ostrzału w Gruzji

Na konferencji prasowej, która była poświęcona podpisaniu przez prezydenta ustawy o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym padło pytanie o to skąd Lech Kaczyński ma pewność, że strzelali Rosjanie. Prezydent wyjaśnił wówczas, że to właśnie przez takie pytania rodzą się podejrzenia o prorosyjskość polskich mediów.

"Najpierw usłyszałem jak ktoś zaczyna krzyczeć, a później otwiera ogień. Było ciemno. Nie mogłem stwierdzić, kto dokładnie strzelał. Ale jeśli ktoś ma wątpliwości, to niech pojedzie do tej miejscowości" - odpowiadał Kaczyński.

"Ja już dawno słyszałem, że w tej miejscowości, do której pojechaliśmy, są rosyjskie wojska. Ale chciałem ten posterunek zobaczyć na własne oczy. Nie sądziłem jednak, że usłyszę tam strzały" - dodał.